KULTURA&MEDIA

Fajny film wczoraj widziałem

Oto Hanka Ruczajówka solistka prowincjonalnego zespołu folklorystycznego, w tej roli Lidia Korsakówna, odwiedza Warszawę, tę Warszawę ciągle jeszcze w proszku (no pisiaki, do roboty, udowodnijcie mi, że to Kaczyński ją odbudowywał), i zakochuje się bez pamięci w odbudowującym miasto murarzu przodowniku (312% normy) Janku Szarlińskim. W tej roli Tadeusz Schmidt, oboje na focie powyżej.

Banalna, w wymowie socrealistyczna historyjka, z kompletnie nie socrealistyczną miłością w tle. To „Przygoda na Mariensztacie” Leonarda Buczkowskiego z 1953 roku. Dzisiejszych, wybitnych specjalistów od jedynie słusznej oceny tamtych czasów i postaw tamtych ludzie, nie było jeszcze na świecie, powiem więcej, na świecie nie było nawet jeszcze ich rodziców.

Czy warto się nad tym filmem zatrzymywać dłużej? Chyba nie i sądzę, że nie muszę tu uzasadniać dlaczego.

Natomiast z punktu widzenia dzisiejszych propagandystów, to film cenny, pedagogicznie interesujący, inspirujący nawet. Polecam go gorąco zwłaszcza Glińskiemu, ministrowi kultury i dziwactwa narodowego, bo to on od dawna marzy o kinie artystycznie wzniosłym, narodowo słusznym, patriotycznie nienagannym.

Film Buczkowskiego, to świetna lekcja, jak takie filmy robić, jak konstruować bohaterów i budować fabułę, przekazując ludowi najistotniejsze treści, wpływać na postawy i umacniać miłość do ojczyzny i władzy, która jak żadna do tej pory, dba o naszą szczęśliwą teraźniejszość i lepsze jutro. Pokazujmy wybitne jednostki które budują siłę tego kraju.

Panie ministrze Gliński, jeśli dziś zastosujemy pewne kalki z tamtych czasów, to na pewno doczekamy się wielkiego polskiego kina, stosownego do czasów i oczekiwań władzy. Oglądajcie „Przygodę na Mariensztacie”, uczcie się, wyciagajcie wnioski.

Już widzę jak do Warszawy przyjeżdża młoda zahukana kobieta, żądna wrażeń i chcąca poznawać wielki świat, Iwonka „Tłusta Foczka” M. (ksywka „Leśne Ruchadło”, może nie przejść przez cenzurę), i zapoznaje Andrzeja „Budynia” D, przodownika pracy (310% normy w podpisywaniu dokumentów). Ich miłość jest wielka, nieokiełznana i nieprzewidywalna i tylko od wyobraźni scenarzysty (obowiązkowo Pawlicki z Wolskim) zależy, jak to wszystko się skończy, acz nie mamy wątpliwości, że skończy się dobrze, czyli happy endem. Chociaż nie, dobre, wartościowe kino narodowe, musi kończyć się źle, musi być dramat, krew, łzy, ofiary, martyrologia jakaś musi być, żeby potem było co odzyskiwać i o co walczyć, bo bez tego wartościowego kina narodowego być nie może. (R)

9 komentarzy dotyczących “Fajny film wczoraj widziałem

  1. sobiepansobiepan

    Wielce Szanowny Jahu !!! Redaktorze Naczelny etc.etc.etc. !!!
    To był PIERWSZY powojenny polski film BARWNY (kolorowy) – nakręcony w 1953 roku. Na owe czasy – rewelacja w Polsce !!! Dlatego też na film waliły tłumy, a i piosenki z tego filmu – śpiewane głosem młodziutkiej Ireny Santor, która „pożyczyła głosu” Hance Ruczajównie” (Lidia Korsakówna) – śpiewane były w całej Polsce. Był i akcent propagandowy tego filmu – oto Dzielnica Warszawy – Mariensztadt, przedwojenna dzielnica warszawskich bogaczy, odbudowywana jest przez warszawskich murarzy dla „warszawskich murarzy”. Ale co tam – film odniósł sukces, propaganda nie była taka „nachalna” – jak dzisiaj. Patrzyło się !!!

    Polubienie

    • Ale jak kilka lat temu w ramach „kina letniego-plenerowego” organizowanego przez miasto miałem okazję popatrzeć na to, to nie udało mi się wytrzymać do końca. Drewno aktorskie, że zęby bolą.

      Polubienie

    • sobiepansobiepan

      M I A Z O !!!!
      Bo widzisz – w tamtych czasach aktorzy nie używali w dialogach takich słów – jak dzisiaj – na literę „k” ;ub na literę „p”. Gdyby ktoś się odważył, stracił by „na zawsze” licencję aktora. Dlatego „młody człowieku”
      ich teksty wydaja Ci się „drewniane”. Pierwsze słowo na literę „k” padło w polskim filmie – bodaj na „Bazie ludzi umarłych” – filmu nakręconego wg scenariusza Marka Hłaski, lub jego powieści. Dzisiaj fi;mów bez słów na literę „k” już się nie nakręca – nie było by co oglądać. Aha….. i aktorki były wtedy jakoś lepiej ubierane – mimo biedy i komunistycznego ucisku – na kostiumy aktorskie zawsze jakoś tam uciułali. Dzisiaj sama golizna na ekranie – aż „strach patrzeć”. Gdyby nie ta „golizna” – niejeden przestał by chodzić do kina – bo po co !!!!

      Polubienie

    • No nie mogę się zgodzić, brak wulgaryzmów nie jest gwarantem dobrej gry aktorskiej, rzekłbym wręcz, że są to aspekty względem siebie dość ortogonalne. Obawiam się też, że omawiany film może mieć dzisiaj co najwyżej walor historyczny (a dla niektórych – także sentymentalny). Ale niewiele więcej.

      Polubienie

  2. sobiepansobiepan

    P.S. – :-)))))) a ja miałem wtedy tylko 23 lata !!!!!

    Polubienie

    • sobiepansobiepan

      PS – II !!!!!! ERRATA !!!! A ja miałem wtedy 17 lat – nie wiem skąd mi się wzięło te 23 lata – pewnie od tego liczenia „budżetu” coś mi się pokróliczkowalo.

      Polubienie

    • sobiepansobiepan

      M I A Z O !!! :-)))))))
      ASPEKTY ORTOGONALNE -ale Szanowny Kolega walnął !!! Do tej pory „ortogonia” kojarzyła mi się raczej z geometrią euklidesowa (łac. orto – prosty, gonio – kąt) – nigdy z dialogami w filmach. Pisząc mój komentarz, miałem na myśli to, że w owych czasach wulgaryzmów używano najczęściej przy „budce z piwem” albo w podłych knajpach przydworcowych (były takie – nawet „całodobowe”). Nawet w polityce – nikt się nie odważył mówić o kimś innym, że ma „wredną chamską mordę i jest kanalią” !). A dzisiaj – niemal norma. „Spsiało” to nasze życie publiczne. No i stąd już blisko do powiedzenia – „kto z kim przestaje – takim się staje”. A film, jak film – takim go nakręcono. Wybitnym dziełem nie był i nie jest. Ale w tamtych czasach – początków polskiej kinematografii i polskiej szkoły filmowej – był „patrzydłem” i nic tam specjalnie nikogo nie drażniło. Zauważ, że gra tam także przyszły „bohater” serialu komediowego „Sami swoi” – filmowy Pawlak. Dzisiaj – jak ktoś nie ma żadnych argumentów, to używa „słów wytrychów”- „wina Tuska” i „za komuny”. Nawet jeden taki twierdzi, że Polski nie było do 1989 roku. Otóż była – i „chwała Bogu, że Bogu dzięki, bo gdyby tak nie daj Boże – to niech to ręka boska broni”. Przynajmniej w tych czasach uprzątnięto gruzy i odbudowano POLSKĘ. Co nie – jak tak !!!

      Polubienie

  3. A teraz na starą melodię „jak sobota to tylko do Lidla i parking ram pam pam pam”

    Polubienie

  4. sobiepansobiepan

    J S G !!!!!
    Bez przesadyzmu !!! Zaparkujesz „za darmo” – jak coś kupisz w Lidlu i masz paragon z kasy. Te „niemce” to „wyrachowane” są.

    Polubienie

Odpowiedz na sobiepansobiepan Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: