ŻYCIE

Spowiedź bez tajemnicy białego wafelka

Zibi Boniek kiedyś piłkarz, teraz z różnym skutkiem aspirujący do miana celebryty, wyznał  iż jest człowiekiem wierzącym, a nawet praktykującym, ale jak na piłkarza przystało zawzięcie kiwającym. Bo ten proszę ja Was Boniek, to przystępuje do komunii, znaczy się spożywa ten biały wafelek, ale niestety idzie mocno na skróty, czyli unika spowiedzi. Chcę wierzyć, że nie grzeszy, że nie ma nic na sumieniu,  tylko raczej z lenistwa to wynika, lub z wrodzonej niechęci do dzielenia się z kimkolwiek własnymi przeżyciami. No strasznie wredny typ z niego.

Z wielką ochotą zapytałbym księdza jakiegoś – gdybym jakiegoś znał, lub znać chciał, ale niestety nie znam i znać nie chcę – czy aby ten Boniek to prawdziwy chrześcijanin jest, czy tylko taki koniunkturalny przebieraniec, farbowany lis i czy postępując tak jak postępuje, pana boga nie robi w chuja, nie bluźni, czy coś w tym rodzaju, co wymaga potępienia tudzież ciężkiej pokuty.

❓Niniejszym pytam Was, biegłych w te klocki, czy tak można. Czy można konsumować ów wafelek, nie korzystając wpierw z dobrodziejstwa wyznania ze skruchą swoich przewin, słabości i grzechów ciężkich? I nie jest to żaden żart, ja na poważnie o to pytam.

W sumie to smutne, że człowiek wydawałoby się światowy, nawet jako tako inteligentny (chyba), w ogóle przyznaje się, że wierzy w te wszystkie banialuki. Choć z drugiej strony jest też jakaś nadzieja w tym, iż pan Zibi podchodzi do tego ewidentnie per noga, z przymrużeniem oka i nie na poważnie. Puszcza do nas oko. „No wiecie, wierzę i tak dalej, ale z tą spowiedzią to już przeginka, no bo sorry, ale co jakiegoś palanta z drugiej strony tej skrzynki obchodzi, ile razy w tamtym tygodniu cudzołożyłem, i z kim? Jamais… vattene dal cazzo! No, a tę komunię przyjmuję, bo smakuje mi ten wafelek. Jakąś taka słabość mam do niego. Lepszy od snickersa”.

I tu pana Bońka trochę rozumiem.

Przypomina mi się bowiem historia ze wczesnej młodości, kiedy to zdarzało się, że ze względów powiedzmy rodzinnych (babcia ze strony ojca niestety chrześcijanka, próbująca mnie konwertować), chadzałem sobie co jakiś czas do kościoła, głównie jednak dla zabawy. I był taki okres, kiedy  z wielką ochotą, dla fanu,  stawałem ja ci do tej niby spowiedzi i wyznawałem księdzu, zadumanemu i zasłuchanemu (niektórzy przysypiali), grzechy przeróżne, ciężkie zazwyczaj, wymyślone na poczekaniu.

Tak więc relacjonowałem, że masturbuję się codziennie wpatrując się w obrazek Matki Boskiej, bo ona taka piękna i powabna kobieta, a to znów, że matce bożej dałem spokój, w zamian poprosiłem Irkę, koleżankę z klasy, żeby to ona mnie masturbowała. „A w ubiegłą sobotę proszę księdza, po prywatce na której było pite, palone i dziewczyny były macane, to wracając już do domu, przypiliło mnie i odlałem się za tą kapliczką, wie ksiądz tam na rogu Armii Czerwonej i Polnej, ale to chyba nie grzech, bo po murze sikałem a nie po figurce świętej mateczki”. No tak mniej więcej pogrywałem, wzbudzając u urzędnika pana boga niezmiennie frustrację, przemieszaną z bezgraniczną wzgardą.  Zadawał więc ksiądz straszne pokuty, których rzecz jasna już nie pamiętam, bo miałem je centralnie w dupie. Dławiąc się usilnie skrywanym śmiechem, szybki wybiegałem z kościoła, dumny z numeru który znów wykręciłem.

Więc szczerze mówiąc, rozgrywałem mniej więcej ten sam mecz co pan Boniek, tylko z nieco innym finałem, bo nigdy nie przyjmowałem wafelka, gdyż kanibalizm nawet w formie symbolicznej wywoływał u mnie odruch wymiotny. Czyli pomysł jakby ten sam, ale wykonanie nieco inne.

Ten numer ze spowiedzią przechodził w każdym razie razy kilka, nawet znalazł się kolega naśladowca, aż wreszcie któryś z księży się połapał (błąd polegał na tym, że chodziłem zawsze do tego samego kościoła) i skończyło się to dość przykrymi konsekwencjami, w tym towarzysko rodzinnymi, o których nie chciałbym opowiadać, bo to nic ciekawego.

Tak więc kończąc, napiszę tylko, że pana Bońka z tą wiarą to kompletnie nie rozumiem, acz jednocześnie podziwiam za to, jak ładnie udaje, że choć trochę wierzy.

7 komentarzy dotyczących “Spowiedź bez tajemnicy białego wafelka

  1. sheridan5455

    A w poganskim kraju USA bez spowiedzi mozna. Mozna?

    Polubienie

  2. Z tym przypileniem pod figurką, to wcale nie jest takie zmyślane, powiedziałbym że na faktach oparte, tyle że rzeczywistość jest ciekawsza i nie wiem, czy znalazłby się taki odważny, którzy tego typu sytuację zekranizuje. Mianowicie: Po maturze, zupełnie jak pan papież, ten papież, poszliśmy na kremówki, ale że nikt z nas tak naprawdę kremówek nie jadał, bo kasy było szkoda na głupoty, wsiedliśmy w autobus MZK i pojechaliśmy do historycznej wsi Gołąb na piwo, bo wówczas piwo łatwiej było nabyć na wsi, niż w mieście. No i cisnęło na pęcherz każdego, ale jeden z kolegów miał ten problem, że musiał biegać częściej niż wszyscy pozostali, a na zakończenie przypiliło go na przystanku pod pięknym, barokowym kościołem. Przypilony z nieco tylko przyćmionym umysłem (z pewnością mniej przyćmionym, niż prezes pan, czy Antek Smoleński mają na co dzień) wlazł do kościoła, rozejrzał się i zobaczył w kąciku piękną, starą kropielnicę (w grypserze klerykalnej „ASPERSORIUM”) i wysikał się właśnie tam. Nie mam bladego pojęcia, jak to wpłynęło na uświęcenie parafian, pewnie marnie by było, gdyby im ktoś doniósł, ale LOJALNI BYLIŚMY. Rozumiesz jednak, że mimo wszystko byłeś wobec księdza bardzo delikatny. Prawdziwe historie z katolickiego kraju mają większą moc..

    Polubienie

    • wiesiek

      Cosik mi sie zdaje iz zmyśliłeś te historie
      kropielnice stoją przy wejściu do kazdego kościoła i zamocowane na takiej wysokości ze sikanie to dopiero wyczyn.Bo kto potrafi sikać na wysokość ramion
      aspersorium (rzadziej) chrzcielnica znajduje się wewnątrz kościoła z której woda służy wyłącznie do chrztu.I jest zakryta albowiem sporadycznie używana zakurzyła by się „po powierzchni pływałby kożuch. kurzu ”
      Po co wiec wbiegać do środka gdy kościół barokowy ma tyle zaułków zewnatrz ze spokojnie Wiem korzystałem.Wiec w co nasikał będąc w środku?
      Po drugie
      Musiało byc to dawno ‚za komuny”bo wtedy wszystkie kościoły były otwarte.
      Dzis do środka nie wejdziesz tylko do kruchty .Bo zamknięte mimo iż we wszystkich monitoring telewizyjny.
      A zamknięte bo większość katolicka z zamiłowaniem obrabiała skarbonki kościelne a czasami co cenniejsze przywłaszczała..

      Polubienie

      • Nie wiem, po co wbiegać do kościoła, ale nie wnikałem i nie wnikam w pomysły młodzieży po dobrych kilku browarach, taki był pomysł kolegi, którego przed wejściem tam piliło, a wyszedł zadowolony i wytrzymał czterdzieści minut jazdy autobusem miejskim, więc przesłanki są całkiem mocne, by uznać historię za wiarygodną – nie mam powodu, by w nią nie wierzyć. Maturę mieliśmy w roku 1990.

        Polubienie

      • Wieśku drogi, pisałem o sikaniu za (na) przydrożną kapliczką (da się), w miasteczku B. w którym mieszkała moja babcia, nie zaś o kropielnicy, więc coś tam ci się pokręciło, lub masz jakieś osobiste rozliczenia z oporną kropielnicą. Co do drugiej kwestii masz rację. Było to za dawnej komuny gdzieś na przełomie lat 60-tych i 70-tych, kiedy bardzo bardzo młody byłem i myślałem że nigdy się nie zestarzeję.

        Polubienie

      • wiesiek

        Przecie to Twoje
        „Przypilony z nieco ……. wlazł do kościoła, rozejrzał się i zobaczył w kąciku piękną, starą kropielnicę”
        Stad i moje zdziwienie.Po co wchodził gdy mógł zewnątrz
        Swoja droga człek wtedy z prostata nie miał kłopotów wiec i mógł bić rekordy
        Podrawiam cieplutko

        Polubienie

  3. pablobodek

    „…kanibalizm nawet w formie symbolicznej wywoływał u mnie odruch wymiotny.”
    Otóż ksiądz pije prawdziwą krew Jezusa Ch., a wierni spożywają prawdziwe ciało tegoż Jezusa, mięso zwane . jezusiną. Zapoznaj się, proszę, z hasłem – transsubstancjacja.
    Smacznego.

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: