SZUM&POCHODNE

Duda. Szpieg z krainy deszczowców

Skąd oni takiego idiotę wzięli, pyta moja wife, więc ja jej zgodnie z prawdą odpowiadam: z Krakowa go wzięli moja droga, z Krakowa… Kiedy kilka dni temu pisałem o dziwnych znajomych Anżeja z którymi się nieustannie fotografuje, nawet nie myślałem, że za chwilę znów nim się zajmę. A jednak… Wszystko zaś w związku z kolejnym numerem jaki Anżej Duda wykręcił wpisując się do księgi kondolencyjnej poświęconej królowej E2.

W zasadzie to byłem pewien, że gość jadąc do Londynu na pogrzeb, coś na pewno zmajstruje, bo to wymarzona wprost dla niego okazja, żeby z lekka przypalić. Pytanie było tylko, co to takiego będzie. Przyśnie na mszy, będzie dłubał w nosie, zrobi Bidenowi zajączka, czy może niechcący uszczypnie w siedzenie premier Truss, bo pomylił ją z Agatą? No takie różne dziwne obawy mną targały, bo dodatkowy, ponadprogramowy obciach, którego i tak ponad miarę doświadczamy, wcale nam nie jest potrzebny. I nie ma tu niczego na wprost, nic co byłoby bezzasadne, bo przecież doskonale wiemy, że z Anżeja numerant jest nieprzeciętny, który zawsze i wszędzie, z głupoty lub z przypadku, jest w stanie strzelić mega babola.

No faktycznie strzelił, acz od razy przyznajmy, że nie było to coś najcięższego kalibru i kompromitacja do kwadratu, przynajmniej moim skromnym zdaniem. Powiedzmy szczerze, mogło być znacznie gorzej, na szczęście było jedynie śmiesznie, mocno żałośnie, choć nie na kompromitującym poziomie. Nie zmienia to oczywiście faktu, iż trzeba mieć coś nie po kolei, żeby w stosunkowo prostej sytuacji zachować się tak jak Anżej się zachował.

Obserwowaliśmy tę sytuację, kiedy to pan Anżejek zasiadł przed tą księgą, coś tam pogmerał, stronę przerzucił, nad kartką pokuglował długopisem, potem napisał dwa pierwsze słowa, okazało się że swoje imię i nazwisko, z czym zapewne nie miał kłopotów, bo kłopoty zaczęły się dopiero kilka sekund później. Łypnąwszy wpierw dyskretnie spode łba, czy aby nikt nie widzi, równie dyskretnie wyciągnął potem z rękawa marynarki czy też koszuli, małą karteczkę, formatu wizytówki mniej więcej. Od niechcenia, takim mikro ruchem przesunął ją nieco za wazon z kwiatami, żeby widać jej nie było, a następnie w równie tajny sposób zaczął przepisywać ten wcześniej przygotowany tekst sugerując, że niby z pamięci to wali. Zdolniacha taka, c’nie?

No mówcie co chcecie, ale słabo to wyszło, debilnie wyjątkowo. Anżej z własnej winy znów stał się pośmiewiskiem tłumów.

A mogło być normalnie. Bo nie widzę nic a nic zdrożnego w tym, że ktoś przygotował sobie wcześniej tekst takiego wpisu kondolencyjnego. Ale już na miejscu, zamiast udawać szpiega z krainy deszczowców, robić ośmieszającą go konspirę, należało po prostu i zwyczajnie wyjąć taką kartkę z kieszeni i przepisać to co się wcześniej z mozołem przygotowało. Tak jak zrobił to Biden. Moim zdanie nie byłoby w tym nic dziwnego. Ale Anżej jak to Anżej, nie byłby sobą gdyby w tej w sumie dość prostej sytuacji nie dał dupy. Memiczny facet, nie ma co.

To chyba musi być jakaś rodzinna dolegliwość, ta zdolność robienia z siebie pajaca (delikatnie mówiąc) w każdej sytuacji. Bo tak się w czasie zbiegło, że Anżej oto robi sztuczkę z rękawem, a jednocześnie jego papa Jan, publicznie ogłasza, że smog, to nic strasznego, w zasadzie to jest on ludziom potrzebny i dobrze wpływa na ich zdrowie. I sięga po dwa koronne argumenty:
➤Po pierwsze: „Jeśli Kraków był tak bardzo zanieczyszczony, to jak to możliwe, że ludzie żyli tu dłużej niż w innych miejscowościach?
➤A po drugie: „Ja się wychowałem w miasteczku, które było zasmożone nie gorzej niż Kraków. Wyrosłem na zdrowego człowieka, bez alergii, bo organizm też potrzebuje pewnych bodźców”.

No nie wiem… Może i panu Janowi żaden „bodziec” nie rzucił się na płuca, ale ewidentnie jakiś jednak „bodziec” zaatakował jego mózg. Dalej mógłbym się porozwodzić o dziedziczeniu genów, jabłku które zawsze niedaleko pada od jabłoni, i co w tej sytuacji z ojca profesora (LOL) przeszło na syna doktora (LOL), ale zostawiam ten problem otwartym, niechaj każdy dopisze sobie co chce.

3 komentarze dotyczące “Duda. Szpieg z krainy deszczowców

  1. wiesiek

    O matko moja, przecież on miał to napisać po angielsku a ze się ciągle uczy, z bykami nie mógł napisać .Wiec dal komu trzeba by sprawdził składnie i przepisywał by się nie pomylić
    Chłopina zacofany jest wiec nawet nie przypuszczał ,ze długie oko teleobiektywu wypatrzy wszystko i komu trzeba pokaże.By była beka.
    A co do jego tatula . Moja babcia powiadała „jaki ojciec taki syn” więc i „na abarot”czy jakoś tak tez może być

    Polubienie

  2. „Ja pracuję cały czas, naprawdę, ja się cały czas czegoś uczę, bez przerwy. Ja się uczę w mieszkaniu, ja się uczę w samochodzie kiedy jadę, ja się uczę w samolocie kiedy lecę. Jak się nie uczę tego, co mam powiedzieć, to się uczę tego, co będę chciał kiedyś powiedzieć”.
    Widocznie teraz uczył się, jak ściągać. Możliwe, że w podstawówce, szkole średniej, czy nawet na studiach, zawsze żałował, że nie umie ściągać, a był zbyt ze strachu obsrany, by spróbować. Teraz mógł pomyśleć: „A właściwie, to co mi mogą zrobić, dwójkę postawią z uroczystości pogrzebowych?!”

    Polubienie

  3. Anonim

    Tatulek skarb 🙂

    Polubienie

twój komentarz:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: