Wczoraj (22 października) swoje 45 urodziny obchodził nie byle kto, bo pierwsza i zapewne naczelna wsza TVP niejaki Michał Paweł Rachoń vel Rachuj, o czym mam nadzieję pamiętali jego fani. Nim go trochę połaskoczę, to przypomnę nieobytym, iż szanowną małżonką Rachonia jest pani Katarzyna Gójska Hejke Rachoń, czyli dama jak na głęboko wierzącą i prawdziwą damę prawicy przystało wielu nazwisk odziedziczonych po wielu partnerach. Wiarygodne plotki mówią, że było ich zdecydowanie więcej niż nazwisk, tych sprzed i tych po, ale to tylko plotki.
Ta najpopularniejsza z nich głosi, iż z sukcesami ujeżdżała pana Janusza Kurtykę (ówczesny prezes IPN), wbrew rzecz jasna woli (a początkowo i wiedzy) jego żony/partnerki Zuzanny, oraz rozeźlonego męża Krzysztofa, aż do tragicznego finału pana Janusza na lotnisku pod Smoleńskiem. Potem zbajerowała jeszcze słynnego agenta Kamińskiego czyli pana Tomka, ale zdaje się bez przykrych konsekwencji zdrowotnych dla obu stron. Mógłbym dorzucić tu jeszcze przynajmniej trzy nazwiska, ale po pierwsze po co (ciekawskim powiem: szukajcie a znajdziecie), a po drugie, to tylko drobne epizody z krótkim bardzo terminem przydatności były.
W każdym razie powiedzieć, że pani Kasia ma dość skomplikowane życie uczuciowe, to tak jakby nic nie powiedzieć. Ale to mało ważne, z kim, kiedy i ile razy, bo ważne jest, aby życie przeżyć w sposób ciekawy i spróbować miodu z niejeden tylko beczki.
Ewentualnych oburzonych moim zaglądaniem komuś do sypialni a nawet pod kołdrę uspokajam, bo przecież nie robię nic co byłoby czymś nowym, czy godnym potępienia. Ja tylko biorą przykład z innych, w tym kolegów i następców pana Janusza, pana Tomka i kolegów pana Rachonia, że nie wspomnę o miłościwie nam panującym kościele katolickim, który z zaglądania do łóżek oraz w majtki, uczynił naczelną zasadę swego nauczania. To fragmenty ich ewangelii, którą niezmiennie głoszą. Czuję się więc usprawiedliwiony i rozgrzeszony.
Pani Kasia i pan Michał uroczyście się pobrali (wcześniej strzelili sobie kolejnego dzieciaka) w roku 2017, oczywiście był to ślub kościelny i spora feta, którą krótko jako niezaproszony zrelacjonowałem, no i wbrew pozorom, przewidywaniom a nawet oczekiwaniom, związek ten kolebie się aż do dziś, co jest oczywiście godne pochwały, ale też na swój sposób dziwne. Znając charakter pewnego typu kobiet, na miejscu pana Michała pilnie bym wsłuchiwał się w „głos ulicy”, a także zaczął się rozglądać, w lewo, w prawo i do tyłu, choćby w poszukiwaniu nowej przystani do zacumowania.
Tym bardziej, że 45 lat na karku, to bardzo dobry okres na zmiany i nie ważne czy wymuszone czy dobrowolne. Trzeba się spieszyć i korzystać z okazji jeśli się nadarzają. Na horyzoncie jest naprawdę kilka zacnych „dam” do wzięcia (na razie pomijam nazwiska, bo nie wiadomo jeszcze pod jakimi będą dostępne), niektóre to nawet od ręki, na niektóre zaś ździebko trza poczekać bo rozprawy w toku, więc nad czym tu się zastanawiać? Brać i nie marudzić, jutro będzie gorzej!
Istotne jest jedynie, by postawić na właściwego konia (kobyłę? szkapę?), bo w perspektywie rychłej utraty pracy przez pana Michała ważne będzie, aby damę ową stać było na utrzymanie wybranka, choć z drugiej strony podejrzewam (znając szczegóły kontraktu pana Michała – 40 tysi miesiąc w miesiąc plus premie), że biedować on nie będzie, nawet gdyby Kasia wystawiła go za drzwi, pod warunkiem oczywiście, że jako sprytna, doświadczona żona po przejściach, nie ogoli go do cna, co osobiście przewiduję i stąd mój niepokój o los Machała. Przypominam nieśmiało, że poprzedniego męża usiłowała zamknąć w psychiatryku.
Boję się tylko, że może pana Michał zamieszkać z panem Sławkiem, a wiadomo co to takiego jest ten pan Sławek i kto to, no tym samym konsekwencje tego są raczej łatwe do przewidzenia. Ale to temat zdecydowanie na inna okazję.
Na prawym Twitterze życzą mu „100 lat”, ale myślę, że to wyraz wyjątkowej perfidii, bo sami pomyślcie – męczyć się do stówki w jakimś zapyziałym pierdlu, czy innym czyśćcu, to naprawdę nic miłego, stąd przypuszczenie, że ktoś się nie zastanowił co powiedział, bo to nieszczere jednak życzenia, wrogów raczej niż przyjaciół. Tylko wróg Moi Mili, może chcieć, aby człowiek był poniżany i poniewierany, odzierany z resztek teoretycznej przynajmniej godności jeszcze przez kolejne 55 lat. W każdym razie pytanie „gdzie następne urodziny”, wydaje się dziś bardzo zasadne, acz odpowiedzi jeszcze nie znamy.

J.S.
„Tyle słońca jest w areszcie !
Doczekałeś się tego wreszcie !
Happy birthday to you !!! „
PolubieniePolubienie
Jak mawiał nadszyszkownik Kilkujadek: Ciurlać się chcą! Ale w czym problem, w ostateczności Rachoniowi pozostanie Leśne Ruchadło lub Sebasradosera, bo zdaje się, że pewien debil za namową małżonki już nie może z nimi flirtować. Chyba dostęp do internetu mu w pierdlu zostawią?
PolubieniePolubienie