KULTURA&MEDIA

Sławek i Ernest

Pana Sławomira Jastrzębowskiego nie znam i wcale nie palę się do tego żeby go poznać. Raczej z prostego i dość oczywistego powodu: nie zawieram znajomości z przypadkowymi ludźmi o podejrzanej kondycji. Pewnie ów Jastrzębowski powie to samo, choć jako patocelebryta zna zapewne wszystkich, a wszystkich pozostałych w krótkim czasie chce poznać. Mniej zorientowanym w owym patocelebryckim świecie podpowiadam kto to, a mianowicie ex naczelny „Super Expressu”, potem funfel i wspólnik pana Hofmana (tak, tego Hofmana od wybielania swego czasu wszelkich pisowskich kurewstw), teraz zdaje się właściciel platformy Salon24, co wszystko razem ustawia go w odpowiednim narożniku.

Cierpiąc na brak sensownego zajęcia wypisuje różne głupoty w internecie, o które co rusz się potykam. Zazwyczaj wali z grubej rury, co może oznaczać, że po prostu tak myśli, ale czasem być może jest to zwykła prowokuje. Być zawsze na wierzchu i na topie, oto jest zadania. W zdecydowanej większości przypadków stawiam na to pierwsze i nie każcie mi tu tłumaczyć dlaczego tak myślę.

Ale żeby nie przedłużać…

Ostatnio pan Sławek stwierdził, że „każdy mężczyzna marzy o broni i o tym żeby zostać myśliwym. Oczywiście mówię o mężczyznach a nie o jakiś ciapach, cieplakach czy rurkowacach… Mężczyźni mają polowania i zdobycz we krwi. Oczywiście mówią o mężczyznach…”. Dla podbicia przekazu Sławomir ów zamieścił zdjęcie, na którym widać jakiegoś zwyrodnialca i patusa, klęczącego nad truchłem całkiem ogromnego dzika. Nie muszę tu tłumaczyć, że za post ów Jastrzębowski dostał zjeby, którymi zdaje się zbytnio nie przejął, bo chwilę później poszedł za ciosem i wrzucił zdjęcia pisarza Hemingwaya przykucniętego ze strzelbą nad powalonym bawołem, dopisując: „Ernest Hemingway. Mężczyzna”. Dodając też coś w tym stylu, że jak na prawdziwego mężczyznę przystało zastrzelił się kiedy nie był w stanie tworzyć.

Przypominam, pisze to Sławomir Jastrzębowski (spójrz na zdjęcie a wiele zrozumiesz), bezdyskusyjnie mężczyzna, co widać, acz z doświadczenia wiem, że pozory czasem mylą. Mógłbym teraz napisać cały obszerny tekst, w stylu jaki uwielbiam, czyli wykazując bez owijania w bawełnę i bawienia się w wersal, kim lub czym jest pan Jastrzębowski i że rozrost masy mięśniowej, nie zawsze idzie w parze z rozrostem (rozwojem) masy intelektualnej. Jakże dużo mamy przykładów tego typu mięśniaków troglodytów. Żadnego pozytywnego przypadku. Jednak darujmy sobie ten rozdział.

Chodzi mi raczej o Hemingwaya.

No cóż, może pan Jastrzębowski przeczytał jakąś książki Hemingwaya, teoretycznie mogło się to przydarzyć, bez wątpienia słyszał też o Hemingwayu, ale zbyt dużo to on o nim nie wie. Nie zamierzam tu robić jakiegoś długiego wykładu o amerykańskim nobliście, ale z pewnością nie była to postać jednoznaczna, tym bardziej godna naśladowania. To przypadek bardzo skomplikowany.

Przede wszystkim, Hemingway zabił się nie dlatego, że nie był w stanie pisać, bo nie był w stanie pisać, gdyż był poważnie chory psychicznie. Leczył się w klinice w Mayo, traktowano go tam elektrowstrząsami, faszerowano lekami z marnym raczej skutkiem. Zmagał się z psychozą maniakalno-depresyjną, wszędzie widział wrogów czyhających na jego życie i majątek. Torturował swoimi zwidami rodzinę, był nieprzewidywalny, samobójstwo wisiało w powietrzu od długiego czasu, przynajmniej od dwóch lat.

W końcu rankiem 2 lipca, zszedł do piwnicy i strzelił sobie w łeb ze strzelby, która teoretycznie powinna być poza jego zasięgiem. Jednak w jakiś sposób do niej się dorwał, co było potem przyczynkiem do dyskusji, czy mieliśmy do czynienia z niedopatrzeniem, czy może celowym podsunięciem mu broni. Inny watek dyskusji dotyczył tego, czy było to samobójstwo, czy może jednak nieszczęśliwy wypadek z bronią, przy jej czyszczeniu. Dziś raczej nie mamy tu wątpliwości, acz nadal są tacy, którzy bronią scenariusza z niby wypadkiem.

Czy Hemingway żyjąc tak jak żył, robiąc to co robił był prawdziwym mężczyzną? To oczywiście zależy kto co rozumie przez ten termin.

Nigdy nie był całkiem normalny, może tylko we wczesnej młodości, tak mniej więcej do momentu kiedy do wiatru wystawiła go Agnes. Potem zaczęły kumulować się w nim wszystkie złe rzeczy, latami odkładały się w głowie centymetr po centymetrze, warstwa po warstwie, życiowe traumy, fobie, potknięcia i niepowodzenia, zawody miłosne i towarzyskie, aż na koniec całkowicie mu odbiło. Katastrofy zrobiły mu w głowie sieczkę.

Był kryptokomunistą, przez pewien czas świadomym współpracownikiem sowieckiej bezpieki, choć udawał, że wszystko jest okej, że są sprawy ważne i ważniejsze, a te najważniejsze wybaczają wszystkie popełniane po drodze grzechy i zbrodnie. Na stare lata karmił się tylko wspomnieniami, przefiltrowanymi przez jego coraz bardziej chory mózg, uważał się za bohatera, który poświęcił życie jedynie słusznej sprawie a świat a także najbliższe otoczenie nie potrafi tego docenić. Agresywnie domagał się uznania, wielbił pokazówki.

Bał się samego siebie, a strach zapijał kolejnymi szklankami wódki, wina, ulubionych koktajli. W zasadzie nie trzeźwiał. Jak już wspomniałem był przekonany że śledzą go agenci federalni, podsłuchują jego rozmowy, przekupują jego przyjaciół, dybią na jego życie, trują jego zwierzęta. Był też kryptogejem – tak, tak – choć zdaje się nie ma to wystarczających dowodów, a od pewnego czasu także impotentem. No i skurwysynem był. Nie szanował kobiet, gardził słabszymi, zdradzał żony i przyjaciół, poniżanie innych sprawiało mu wielką przyjemność, bez opamiętania zabijał zwierzęta uważając to za najwspanialszą z rozrywek. Był degeneratem, pijakiem i psychopatą. To, że zwariował i w końcu opętany urojeniami plus twórczą niemocą się zabił, było sprawiedliwą karą za te wszystkie jego grzechy, niecne czyny, nieodłączną część całego jego życia. Może i też najlżejszą z możliwych, bo mógł dłużej i boleśniej cierpieć. I nie ważne, że wszystkie jego żony, były czasem nadto ambitne, zaborcze i zrzędliwe, ale niewiele usprawiedliwia to sposób w jakie je traktował. Musiały żyć u boku palanta i znosić ciągle upokorzenia.

No tyle mam teraz w dużym skrócie do napisania o „prawdziwym mężczyźnie” i wzorze do naśladowania wedle pana Jastrzębowskiego. Nie jest się prawdziwym mężczyzną czyniąc nieustannie zło, nie ma prawdziwych mężczyzn, bo to głupi eufemizm, są tylko mniej lub bardziej niebezpieczni psychopaci usiłujący uchodzić za przykład do naśladowania. Niestety ciągle wielu chodzi takich po świecie.

3 komentarze dotyczące “Sławek i Ernest

  1. sugadaddy

    Tak sobie myślę, że może dobrze by było, gdyby pozwolono wszystkim na zakup broni. Mielibyśmy natychmiast strzelaniny w/g wzoru przyjaciół zza oceanu i trochę różnych wariatów by nam ubyło. Wypadki na polowaniach to trochę za mało.

    Polubienie

    • Raczej nie, bo tacy „prawdziwi mężczyźni” lubią strzelać do słabszych i bezbronnych, nie ma co liczyć, że sami się wystrzelają.

      Polubienie

    • wiesiek

      Co jak co ale wyobraźni ci brak, nie mówiąc o podstawach fizyki
      Taka kula „wystrzelona przez wariata” ma taka energie ze potrafi przypadkowego”ludzia”odległego o setki metrów uszkodzić lub zabić.
      Tak wierzysz swojemu szczęściu ze nie juz wiesz ze nie znajdziesz się na lini strzału?
      Podczas gdy na każdy huk odgłos strzału np w USA przechodnie padają na ziemie lub szukają innego ukrycia rodacy tożsamo myślący z ciekawością biegną na miejsce zdarzenia.

      Polubienie

twój komentarz:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: