WIARA

Słowo na niedzielę. Katofejk

Na pewnym fejkowym koncie, pewien fejkman podpisujący się dla zmyłki jako ksiądz Jakiśtam napiął coś, co już na pierwszy rzut zezowatego nawet oka jest ewidentnym fejkiem, ale co przez wielu zostało kupione. Łyknęli to niczym karp chleb, ale uczciwie przy okazji powiedzmy, że odruch mieli jak najbardziej słuszny, to znaczy na domniemanym księdzu i instytucji której gdyby istniał były przedstawicielem, nie zostawili suchej nitki. Jebanie z góry i z dołu odchodziło. Więc może dali się i nabrać, ale chociaż pokazali, że zdrowo myślą.

No dobrze, ale co takiego ów fejkman spłodził?

Napisał oto, że w jego jakoby parafii, pojawiła się kobieta, która zaniepokojona odejściem młodych ludzi od kościoła i totalnym olewaniem seminariów, przyprowadziła swojego mocno nieletniego syna po to, by oddać go „w ręce naszych duszpasterzy, aby przygotowali go do posługi kapłańskiej”. To taka doprawdy piękna postawa i wypadałoby się za ową panią gorąco modlić – kończył wywód fejkman, puszczając do mnie oka. Naprawdę niezły przekaz fejkowy, sam bym pewnie lepszego na ten moment nie wymyślił.

❗️Jednak to, że aż tak wielu dało się na to nabrało, świadczy o tym, że nie ma w Polsce rzeczy niemożliwych, powiedzenie „to się w głowie nie mieści” nie ma sensu, bo wszystko jest możliwe, prawdopodobne i nawet na pozór najbardziej absurdalna sytuacja w pewnym momencie przestaje być absurdalna. Czyli fejk fejkiem a życie życiem.

Jako długoletni obserwator owego polskiego, zdegenerowanego życia religijnego, wcale bym nie wykluczał, że taka mnie więcej sytuacja nie mogłaby się zdarzyć. A gdyby do tego doszło, nie byłbym jakoś zdziwiony. Są bowiem w Polsce, w tym Kato-Zjebo-Landzie, takie skanseny, wcale zresztą nie rzadkie, gdzie rodzice słysząc apel klechy „oddajcie nam swoje dzieci, bo inaczej kościół zginie”, długo by się nie zastanawiali. Ośmio, czy dziewięciolatek, ciągnięty za ucho, trafiłby więc przemocą do kościelnej ruchalni, noszącej ewidentne znamiona domu publicznego pod wezwaniem którejś tam najświętszej Marii panny i dziewicy, tudzież jezusowego serca bez serca.

Oni tam z niego w krótkim czasie zrobiliby przede wszystkim dziwkę, a dopiero w drugiej kolejności księdza, jeśli rzecz jasna w międzyczasie by im się nie znudził i nie wyrzuciliby go na ulicę. Nie zmienia to postaci rzeczy, że zapewne tatuś z mamusią i tak byli z syna bardzo dumni – oto bohater, który ratuje polski kościół. To wcale nie aż tak abstrakcyjna sytuacja.


Tak Moi Drodzy, zakładam z całą powagą, że są w Polsce katolicy, który byli do tego zdolni. Więc ten fejk, to taki chyba mocno życiem inspirowany.

3 komentarze dotyczące “Słowo na niedzielę. Katofejk

  1. Widziałam „musztrę” kandydatów na ministrantów. I podziękowałam sobie w myślach ,że nie nakłaniałam ( ok.30 lat wcześniej ) syna ,aby wstąpił do tego grona ,a był zachęcany przez kolegę. Ot, taki drobiazg z życia wzięty.

    Polubione przez 1 osoba

    • Nightgale

      I pomyśleć, że kiedyś chciałem być ministrantem. W piątej klasie szkoły podstawowej. W szóstej pierdolnąłem drzwiami od sali katechetycznej i moja noga więcej w tym burdelu nie stanęła.
      Wyjątek robię dla pogrzebów.
      I nader sporadycznie ślubów.

      Polubienie

  2. sugadaddy

    Tezy te potwierdzają bojówki idiotów broniących zawzięcie klechów skazanych za ruchanie ministrantów.

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: