POLITYKA

Anżej w Pekinie

Historia ta już obiegła media i jest oczywiście na swój sposób zabawna, bo przecież każda historia z panem Anżejem w roli głównej z założenia jest zabawna, momentami nawet tragicznie humorystyczna.

Oczywiście, ja, jako średnio wartościowy obywatel tego państwa, jestem tym średnio zainteresowany, ale jednak szczęśliwy, bo oto nasz, choć nie mój prezydent, rozpoczął bardzo poważną ofensywę dyplomatyczną i spotkał się z bardzo poważnymi partnerami, z którymi z pewnością zdolny będzie teraz naprawić ten świat. Anżej kurwa, rządzisz chłopie!

Kochani, naprawdę nie ma w tym drwiny, jest tylko duma plus szacun. I prawdę mówiąc to powinien być już koniec tej notatki, no bo o czym tu więcej pisać?

No, ale może pociągnijmy ten tekst jeszcze trochę, bo mogą tu być tacy, którzy chcieliby usłyszeć coś innego, niż to co wyczytali z euforycznego komunikatu kancelarii pana prezydenta.

Więc tak moi drodzy, jak wam wiadomo, pan Anżej przebywa w tej chwili w wybitnie demokratycznych Chinach – które korzystając z dobrodziejstw demokracji, bez opamiętania mordują swoich politycznych przeciwników i eksterminują wadzące im mniejszości. Pan Anżej skwapliwie skorzystał z zaproszenia, by choć przez moment być w gronie swoich najbliższych przyjaciół, być może jedynych, także wielkich fanów demokracji, przywódców wybitnie demokratycznych państw świata.

I to jest pierwszy sukces – został dopuszczony do stołu, znalazł się w doborowym towarzystwie, w jakim od długiego już czasu nie bywał.

Sukces drugi – wreszcie nie stał swym zwyczajem pod ścianą niczym stara panna na potańcówce bez szans na ciupcianie, tylko śmiało inicjował rozmowy i to nie z byle kim.

Bo oto uciął sobie pogawędkę z prezydentem Kazachstanu Tokajewem (naprawdę wielka postać, wielka…), a także z dwoma innymi operetkowymi mocno prezydentami, Kirgistanu Dżaparowem, oraz Uzbekistanu Mirziyoyevem. Wielcy ludzie, wielkie autorytety, światowy format, najwyższa liga…

No i była jeszcze rozmowa – uwaga wszyscy na kolana – z Sekretarzem Generalnym ONZ Guterresem. Co ciekawe pan Guterres był wyraźnie już na wybiegu, acz ze zdjęcia nie wynika niestety, czy była to „rozmowa” przy szatni, przy kiblu, czy w kolejce do windy. Świadkowie mówi, że była konkretna bardzo, ale i krótka.

Oto jej przebieg:
-Dzień dobry panie Guterres, jestem Andrzej Duda, prezydent Andrzej Duda;
-Dzień dobry, miło mi pana poznać;
-Mnie też miło, że mogłem pana spotkać i dłoń uścisnąć i tak w ogóle… przywitać się z panem to zaszczyt…, to duża, duża przyjemności dla mnie.
-Tak, tak, dziękuję, ale sorry, spieszę się bardzo. Do zobaczenia kiedyś…
-Do… Do… zobaczenia…
No i po rozmowie. Naprawdę owocnej.

A ten Guterres chwilę potem, jak już wsiadł do samochodu pyta swojego asystenta:
-Ty Antonio, kim był ten facet co mnie przed chwilą zaczepił przy wyjściu?
-A to zdaje się prezydent, tej no… Polski;
-Jak on się nazywa, bo coś tam dukał, ale nie dosłyszałem?
-Wie pan co, muszę sprawdzić, bo nie pamiętam…
-Nie ważne, daj sobie spokój.
Koniec rozmowy.

Czekamy teraz na kolejne sukcesy, o których kancelaria z pewnością nie omieszka nas poinformować. A tak w ogóle to ciekawostka taka – że na całej tej imprezie nie było ani jednego demokratycznie wybranego prezydenta. W sumie idealne miejsce dla pana Anżeja.

1 komentarz dotyczący “Anżej w Pekinie

  1. Z ciekawości zajrzałem do sieci aby się doinformować, bo w zasadzie oprócz nazwiska nic o nim nie wiem. Wiki podaje, że jest kawalerem śmiesznych, w większości „Wielkich” orderów oraz Orderu Księcia Jarosława. Facet który udaje socjalistę, a jednocześnie daje sobie przypinać gówniane odznaki to w sam raz poziom Andżeja. Podczas spotkania w kiblu mogą sobie nogawki obszczywać. Obaj znaczą tyle samo.

    Polubione przez 1 osoba

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: