KULTURA&MEDIA

Mercury ma uliczkę, patrioci mają problem

„Jestem fanem Freddiego i zespołu Queen od wielu dekad. Tak się cieszę, że dziś możemy świętować jego twórczość, tuż obok naszej ambasady!” – napisał Jonathan Knott, brytyjski ambasador w Warszawie. Ale nie wszyscy podzielają jego zachwyt i nie wszyscy są szczęśliwi. Freddy łączył ludzi na całym świecie, w Polsce tradycyjnie dzieli.

No bo przecież tylu mamy wspaniałych bohaterów, tylu dostojnych samobójców, wyrychtowanych, wypucowanych, oczyszczonych z brudnego nalotu, postaci ze spiżu, w sam raz na pomniki, a ONI nam tu z czymś takim wyjeżdżają. Ulica Freddiego Mercury’ego, noż w mordę. I to w samym centrum Warszawy. Tego żaden poważny i uczciwy patriota nie może tolerować. I nie toleruje. I pada salwa z narodowej ciężkiej artylerii, a w roli pocisków bohaterowie niezłomni.

A prochu na tę salwy nienawiści trochę szkoda, bo uliczka mała, peryferyjnie niepozorna, w zasadzie bardziej ścieżka niż uliczka, zupełnie na uboczu, choć tuż obok Łazienek. Ale doborowym i kompatybilnym towarzystwie, bo obok poza ulicą (uliczką?) Harrisona i Lennona, także owa brytyjska ambasada.

No, ale to jest Polska, więc się zaczęło.

Co to za miasto i co to za ludzie – perorują „patrioci” – mają tu jak widać jakiś poważny problem tożsamościowy. Tylu wspaniałych polskich bohaterów czeka w kolejce, ważnych i „nierozerwalnie związanych z historią Polski jak chociażby Danuty Siedzikówny „Inki” czy Jacek Kaczmarski”, a ONI „na tablice i pomniki nie dość, że obcych to na dodatek pedałów wynoszą”. To cytaty z myśli postępowo i narodowo zorientowanej części społeczeństwa, głównie słoików, bo to – z nielicznymi wyjątkami – przede wszystkim słoiki, mniej lub bardziej zasiedziane, narzucają dziś ton i koloryt dyskusji o patriotycznych priorytetach stolicy. *️⃣

No cóż, najprościej byłoby powiedzieć, że każdy ma takich bohaterów na jakich sobie zasłużył.

Nie mam nic przeciwko pannie Ince, acz dziewczę to jak ze zdjęć wynika mocno dyskusyjnej raczej było urody, czyli kompletnie nie w moim typie. Poza tym to córka leśniczego, a do córek leśników od czasów, w piekle zapewne odkupującego własne winy Szyszki, mam ewidentną urazę i niechęć, nawet jeśliby to byłaby miss Podlasia i okolic.

Co do jej bohaterstwa… No to wiele, jeśli nie wszystko już na ten temat napisano, więc nie ma się co powtarzać, acz wedle mojej pobieżnej analizy to jakiś wyjątkowo heroicznych czynów raczej nie popełniła. Pojmała ją bezpieka, w sumie dość przypadkowo, a potem bezmyślnie zatłukła niestety. Przypadek jakich wtedy było wiele, trup padał po jednej i po drugiej stronie. Nieszczęsna, zagubiona w życiu ofiara, otumaniona przez kolegów z lasu i przez nich cynicznie wykorzystywana na różne zresztą sposoby. Chylę mimo to głowę nad jej marnym losem, bo w złych czasach się urodziła, złych dokonało wyborów no i karma najzwyczajniej nie dopisała. Ale jeśli ma mieć uliczkę w Warszawie, albo nawet jakiś pomniczek, to proszę bardzo, przeszkód nie widzę, tylko nie tu, obok Lennona i Harrisona, bo po prostu ona z innej bajki.

To samo dotyczy Kaczmarskiego (ponoć nawet uliczka była, ale się z jakiś powodów zmyła), tyle, że w przeciwieństwie do Inki to artysta i człowiek zdecydowanie szerokich horyzontów, twardo stąpający po ziemi i z racji profesji zdecydowanie bliższy Mercuremu, niźli Inka. To zdolny był i dość charakterystyczny piosenkarz i tekściarz, ale sorry, to nie ta liga co Fredek, nie ta kategoria zawodnika. I o ile Fredek obok Georga i Johna może sobie bez kompleksów stanąć, no to Jacek już nie za bardzo, bo on de facto też z innej jest parafii. Dzięki tamtym kultura masowa poczyniła milowe kroki, natomiast w przypadku Jacka już nie za bardzo. Ale jeśli trzeba, to bardzo proszę, jestem za i nie będę protestował: zróbmy ponownie ulicę Kaczmarskiego w Warszawie.

Martyniuk, Świerzyński i Sławomir – toż to zapewne dzisiejsi „Kaczmarscy” – niech się już ustawiają w kolejce, bo życie jest krótkie a miejsca na pomniki w Warszawie coraz mniej (ulice o ile wiem wszystkie już nazwane). Na wszelki wypadek nie zapomnijmy też o Pietrzaku, bo może czuć się niedowartościowany, a czysta arytmetyka wskazuje, że on pierwszy w kolejce.

Ale to nie koniec rozterek wokół Merkurego. Bo jeszcze dalej poszedł
Maciej Świrski, szef Reduty Dobrego Imienia (z Fundacji już go pogonili), bo on Fredka zestawia z… Kaczyńskim. „Nie ma w stolicy miejsca na ulice Lecha Kaczyńskiego, a jest dla Freddiego Merkurego. Skandal!” – grzmi Maciej. Sytuacja jest niestety medycznie rzecz biorąc delikatnie skomplikowana, bo żeby zestawiać obok siebie Kaczora i Fredka, to rzeczywiście trzeba być… świrem.

A jeśli ktoś zapyta, czym to takim Mercury zasłużył się dla Polski, to ja z kolei zapytam, czy aby musiał się czymkolwiek zasłużyć? Sprawa jest prosta. Miliony Polaków go pokochały, a ich domach jego płyty stoją nadal na czołowym miejscu. To w zupełności wystarcza. Dalej pykając tą piłeczka na druga stronę kortu, mógłbym też zapytać, czym dla Polski zasłużył się Kaczyński (poza tym że widowiskowo zginął), ale nie zapytam i nie odpowiem na to pytanie, żeby nie budzić niepotrzebnych emocji.

I na koniec jeszcze ten patriotyczno-narodowy argument który rozłożył mnie na łopatki.

„Wygląda to bardzo źle, kiedy miasto tak bardzo doświadczone przez historię woli upamiętnić gwiazdę popkultury, a nie chce pamiętać o prawdziwych bohaterach…”. Warto pamiętać o bohaterach, raz większych raz mniejszych, mniej lub bardziej napompowanych, jak to w Polsce, ale warto też, a nawet trzeba pamiętać o wielkich artystach. Bo brutalna prawda jest taka, że ci wielcy artyści zazwyczaj nie dzielą tak i nie jątrzą, jak kieszonkowi często gęsto bohaterowie. 🕷

*️⃣ O pladze słoików w Warszawie i o jej obecnych i możliwych w niedalekiej przyszłości konsekwencjach, obiecuję, napiszę w najbliższej przyszłości. W zasadzie mam już szkic tekstu, ale musi się nieco jeszcze uleżeć.

Peace! (R)

2 komentarze dotyczące “Mercury ma uliczkę, patrioci mają problem

  1. Raymund Kaczynsky

    Brawo Warszawo! Nareszcie w czymś autentycznie jesteśmy pierwsi, bo chyba nigdzie na świecie jak dotąd nie ma ulicy Mercurego.

    Polubienie

  2. mroczny sedes

    Ja bym sparafrazował Świrka. Skoro, według niego, w Warszawie nie ma miejsca na ulicę Freddiego to tym bardziej nie ma miejsca na ulicę zimnego Lecha. Ale jak miasto wybuduje centralny sracz miejski to będzie idealne miejsce na nazwę byłego prezia RP, brata prezesa kaczelnika kurdupla.

    Polubienie

twój komentarz:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: