KULTURA&MEDIA

Delfin. Cenzura jako skuteczne narzędzie promocji

W zasadzie to pomysł stary jak świat, we współczesnej kaczej Polsce przeżywający jednak swoją drugą młodość i święcący triumfy. Chodzi o promocję poprzez cenzurę, lub precyzyjniej, zapowiedź ocenzurowania czegoś dla osiągnięcia efektu promocyjnego. Świadomie lub nie, ale to właśnie w Polsce się dzieje.

**

Taka na przykład książka o Morawieckim pewnie by się sprzedawała gorzej (kogo na boga może dziś jeszcze interesować tandetny polityczny eunuch), gdyby nie próby wpierw blokowania jej wydania a potem cenzurowania niektórych jej fragmentów. Próby póki co nie udane na szczęście, ale przecież kto powiedział, że mają być udane. Wystarczy, że są.

Przy czym od razu zastrzegam, że nie sugeruję tu broń boże, iż istnieje jakiś spisek, niepisany sojusz/układ pomiędzy autorami/twórcami a „samorzutnymi” i wyrywnymi cenzorami. Nic z tych rzeczy. Wszystko to najpewniej przypadek.

Jeśli zaś chodzi o tę sporną książkę „Delfin” panów Piotra i Jakuba Gajdzińskich, to sprawy w tej chwili mają się mniej więcej tak (nieczytatym i niegramotnym – to jakieś 65% narodu, może więcej – wyjaśniam, że ów „delfin” to Morawiecki, robiący zaskakującą karierę wpierw w sektorze bankowym, teraz w polityce). Otóż mimo, że książka jest w księgarniach i się sprzedaje, to odkręcić jej wyniki postanowił teraz pan Jagiełło. A Jagiełło, Zbigniew Jagiełło (foto poniżej), to nie byle kto, to pupilek władzy i prezes banku PKO BP. Przeczytał o sobie w książce i poczuł się… urażony. Nie pierwszy i nie ostatni to taki przypadek 🙂

Autorzy i wydawca książki dostali właśnie od prawników banku, oraz pana Jagiełły osobiście, wezwania do „usunięcia skutków naruszeń dóbr osobistych”.

Wedle nich nieprawdą jest jakoby pan Jagiełło uczestniczył w nieformalnych spotkaniach Morawieckiego z członkami rady gospodarczej przy premierze Donaldzie Tusku, a nawet więcej, pan Jagiełło nie zna pana Tuska, nie bardzo kojarzy kto to jest, nie wie nawet jak wygląda, bo w życiu go nie widział. No, tak mniej więcej przedstawia się sytuacja widziana z perspektywy banku.

Bankowe papugi, dowodzą dalej, że Jagielle należą się teraz przeprosiny (plus 50 tysi odszkodowania), zaś z książki należy usunąć w trybie natychmiastowym oszczercze fragmenty, w złym świetle stawiające pana prezesa i wikłające go w „bliżej niesprecyzowany układ”. I to pilnie, bo inaczej Jagiełło ze swoimi rycerzami zgotuje i autorom i wydawcy nowy Grunwald.

Druga strona odpowiada, że – w skrócie mówiąc – bank i jego prezes mogą się cmoknąć, bo fakty są takie jak są i nie kłamią. „Oczywiście rozumiemy, że w obecnej sytuacji prezes Jagiełło (…) chce podkreślić, że nie miał żadnych związków z ekipą Donalda Tuska, ale proponujemy, aby ogłosił to w mediach na własny koszt lub wydał na ten temat książkę” – piszą w oświadczeniu autorzy, czyli Piotr (nota bene były bankowy rzecznik Morawieckiego) i Jakub Gajdzińscy.

  • Efekt całej tej historii jest taki, jak łatwo było przewidzieć. Tempo sprzedaży książki, które ostatnimi dniami się ustabilizowało, nagle wystrzeliło pod sufit. Ponoć szykują się dodruki. Czyli jest reklama, jest sukces!

Zastanawiam się nawet, czy aby PKO BP a może nawet pan prezes osobiście, nie są przypadkiem cichymi sponsorami książki, albo w jakiś sposób nie partycypują w wynikach jej sprzedaży, bo ruch który wyżej opisałem wygląda mi wręcz na szary marketing, który celowo opluwając jakiś produkt, w istocie liczy na znaczące zwiększenie jego popularności. No takie mam podejrzenia. Mogę? Mogę!

To naprawdę metoda która się sprawdza. Nic tak skutecznie nie wypromowało swego czasu „Kleru” i napędziło mu kasy, jak nawoływanie nie tylko prawicowej hołoty, ale także jej intelektualnie (ponoć) dojrzalszych reprezentantów, do jego bojkotu, z zakazem wyświetlania włącznie. Nie wiem ile milionów musiałby wydać producent, żeby osiągnąć taki efekt promocyjny i w efekcie finansowy, jaki osiągnął z pomocą katoprawicowych oszołomów. I to za friko!

View this post on Instagram

@antek.krolikowski, co Ty na to? #politykapatrykvega #patrykvega

A post shared by Patryk Vega (@patryk_vega_official) on

Podobnie zresztą będzie z filmem Vegi „Polityka” – to kolejny przykład z ostatnich dni – który już stał się kultowy, mimo, że nie wszedł jeszcze do kin (premiera we wrześniu). Zakazu jego wyświetlania, milionowego odszkodowania i ocenzurowania/wycięcia scen ze swoim jakoby udziałem (w tej roli Antoni Królikowski), domaga się Misio Misiewicz, bowiem – dowodzi – film go wyśmiewa i poniża i sugeruje, że lubi chłopców, nawet dorosłych a on przecież nie lubi. Nic też nie wącha, nie ćpa i nie posuwa dupeczek od tyłu, bo to nie po bożemu.

Vega to kino nie dla mnie, raczej sprawny bełkot dla zahukanych korposzczurów, ale w tej sytuacji i po takim wprowadzeniu go w społeczny obieg jeszcze przed premiera przez Misia Misiewicza, kto wie czy na niego nie zerknę. Choćby ze zwykłej ciekawości jak wedle autorów Antoś dobierał się do misiowej dupy.

I proszę, nawet ja łapię się na prostackie acz jak widać skuteczne zabiegi marketingowe. Mówię wam, cenzura rządzi kulturą, na razie ze skutkiem powiedziałby nawet pozytywnym. (R)


6 komentarzy dotyczących “Delfin. Cenzura jako skuteczne narzędzie promocji

  1. nie podejrzewałem Cię revelstein, o cenzurę!,
    brzydko mi to pachnie!
    czas się pożegnać!

    Polubienie

  2. sobiepansobiepan

    Wielce Szanowny Jahu !!! Redaktorze Naczelny etc.etc.etc. !!!
    Mam pewien „niedosyt” informacji po przeczytaniu Twojego felietonu na temat DELFINA. Wprawdzie felieton jest dość obszerny, ale jakby „wąskotorowy” – wszak delfiny to zwierzęta stadne. Zajrzałem tedy do Wikipedii i….głowa boli – ile tam tego. Wszystkich „podgatunków” nie będę wymieniał, bo brakło by miejsca, ale o niektórych godzi się wspomnieć. Mamy tedy delfiny:
    -garbate,
    – butlonose,
    – ciemne,
    – krzyżowate,
    – krótkogłowe,
    – długoszczękie,
    – nadobne – itd.itd.itd. – jest tego „od groma”.
    Przyznasz mi rację, kiedy sam zerkniesz do Wikipedii – a Ty tu piszesz o DELFINIE, jako pojedynczym osobniku.
    Jak „zapodaje” Wikipedia – te delfiny, to ciekawe stworzenia. Niektóre szukają kontaktów z człowiekiem a nawet coś tam „popiskuja” do ludzi w tym swoim języku, zaś inne trzymają „sztamę” tylko z wielkimi rekinami i razem polują na drobną rybę. Baaaa….. nawet naganiają te drobne rybki, wprost do rekinich paszczy. Cwane są bestie – bo jak już otoczą jakąś ławicę drobiazgu rybnego, to one wtedy puszczają „bańki powietrzne”, żeby niby zagnać drobiazg do „kupy”, a potem następuje masakra.
    Przepraszam, że ja tu tak o szczegółach, ale „całka prawda” musi być ujawniona. W szkołach tego już nie uczą.

    Polubienie

  3. Anonim

    Dawno dość temu czytałem o osobniku nazywającym się normalnie z chłopska – Jagła.
    Tenże postanowił się uszlachcić zmieniając nazwisko na królewskie – Jagiełło.

    Polubienie

    • ka-mi-la789

      Podejrzewam, że postanowienie spełzło na niczym, bo polskie prawo zabrania przybierania nazwisk postaci historycznych (a i co bardziej znanych współczesnych), chyba że delikwent wykaże, że ktoś w rodzinie takie nazwisko nosił lub nosi.

      Polubienie

  4. ka-mi-la789

    Medioznawcy i tym podobni fachmani nazywają to efektem Streisand.

    Polubienie

    • sobiepansobiepan

      KA – MI – LA 789 !
      Rzeczywiście – kubek w kubek !

      Polubienie

twój komentarz:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: