Samorządowa Karta Praw Rodzin robi furorę

Wiadomość jest naprawdę optymistyczna, przede wszystkim budząca nadzieję jeśli chodzi o przyszłość rodziny i kontynuację tradycji. Oto 11 samorządów przyjęło tzw. samorządową kartę praw rodzin. To taki dokument, który zakazuje jakiejkolwiek „promocji LGBT”, oraz który stwierdza najogólniej mówiąc, że rodzina jest „fundamentem ładu społecznego i podstawową wspólnotą społeczną”. Czyli żadne tam geje, czy pedały, tylko po bożemu tatuś z mamusią, bez względu na stopień ich zdegenerowania.

**

Jednym z głównych twórców tego gniota i jego promotorem jest oczywiście Ordo Iuris, co wiele, jeśli nie wszystko, tłumaczy. Stek bzdur urasta nagle do miana prawdy objawionej!

Szacunek budzi zwłaszcza ta liczba, te „11 samorządów”, bo na tle plus/minus 2,5 tysiąca różnego szczebla samorządów jakie i mamy w Polsce, to naprawdę imponujące osiągnięcie i jest czym się chwalić. Myślę, że po tę kartę praw rodzin, to się już społeczna kolejka utworzyła, takie ma ona po prostu wzięcie.

Jeśli się nie mylę, to taką deklarację przyjął też samorząd powiatu Bielsk Podlaski, a jeśli nawet jakimś nieszczęśliwym zrządzeniem losu jeszcze tego nie zrobił, to z pewnością za chwilę zrobi, bo otoczenie geograficzno mentalne jest takie a nie inne i ciśnienie odpowiednie do tego jest.

**

No dobrze, ale dlaczego akurat czepiam się tego Bielska, dlaczego serce Podlasia usiłuję zranić? Ano dlatego, że widzę problem. Problem w tym, że zlokalizowana jest tam fabryka znienawidzonej bardzo w ciągu ostatnich dni Ikei, co może budzić pewne poważne nawet konsekwencje.

Przede wszystkim interesuje mnie, podstawa prawna takiej uchwały, zakazującej mitycznej już „promocji LGBT „. Niech chrystusiki z Ordo Iuris jakoś to sensownie wytłumaczą przymułom z interioru. Nie będę wspominał na wszelki wypadek o konstytucji, bo to dla motłochu słowo nieznane, zaś wśród sprawujących władzę przedstawicieli owego motłochu, to słowo uznawane odgórnie za obraźliwe, a więc urzędowo znienawidzone tym samym.

Ale interesuje mnie też – i miałbym takie wyprzedzające nieco pytanie do samorządowych władz, także tego Bielska – czy i kiedy zacznie się przegląd gejów i im podobnych stworów w waszym regionie, kiedy planowana jest akcja wysiedlania, oraz ile walizek/toreb z dobytkiem będą mogli z sobą zabrać wysiedlani.

Czekając na odpowiedź, na wszelki wypadek zakładam, że na spakowanie się i opuszczenie miejsca zamieszkania będą mieli jakieś plus/minus dwie godziny. Tak przynajmniej nakazuje tradycja (a tradycja to rzecz święta).

No i bezwzględnie mnie interesuje, co też się stanie, jeśli wbrew obowiązującej w powiecie instrukcji zakazującej promocji LGTB a promującej jednocześnie „rodzinę i wartości”, ta szwedzka fabryka dalej będzie robiła to co robi, czyli broniła praw LGBT i karała jednocześnie agresywnych katolików za szerzenie postaw nietolerancji i nawoływanie do przemocy.

Czy w tej sytuacji rada powiatu wypieprzy ten zakład ze swojego terenu, wyda nakaz eksmisji, zaś pracowników ukarze za promowanie postaw niegodnych Polaka i katolika? No byłoby to logiczne. Bo skoro zdecydowali się pracować w Ikei i nie protestują niczym wierny Tomasz przeciwko promocji zboczeń, to znaczy, że w pełni identyfikują się z linią firmy, popierają zboczenia a tym samym łamią to najważniejsze z ważnych, czyli prawo boże, a także kodeks honorowy honorowego obywatela Najśmieszniejszej Rzeczpospolitej.

**

A być może jest też tak – na pewno jest też tak, nie ma tu dyskusji – że w całej tej historii, tych wszelkiej maści Nawiedzonych Tomaszów, krążących pod sufitem deklaracji, kart praw oraz praw pracownika katolika, chodzi jedynie o wypełnienie chorej misji. Bo przecież to wszystko, to nic innego jak fundamentalizm w czystej formie.

Katolicy fundamentaliści nie mogą wprost znieść tego, że ciągle nie ma w Polsce prawa, które karało by za bycie gejem. To jest ten wrzód na katolickiej nomen omen dupie. Spaliliby i ukrzyżowali wszystkich, którzy myślą inaczej, grzesząc przy okazji czynem i przekonaniami. No niestety na razie jeszcze grzeszyć można, ale jak widać jest to dla nich coraz trudniejsze do zaakceptowania. (R)

Opublikował/a

Tu jest to samo co w gazetach tylko inaczej. Pewne nieistniejące fakty najprawdopodobniej zostały całkowicie zmanipulowane.

6 myśli w temacie “Samorządowa Karta Praw Rodzin robi furorę

  1. Wielce Szanowny Jahu !!! Redaktorze Naczelny etc.etc.etc. !!!
    Bardzo dobrze, że poruszyłeś POZORNIE błahą sprawę „pana Tomasza” zwolnionego z pracy w IKEI za „głoszenie prawd biblijnych” przy produkcji mebli kuchennych i innych. Ten „pan Tomasz” natychmiast uzyskał „pomoc prawną” z Instytutu na rzecz Kultury Prawnej ORDO IURIS. Już z zestawienia tych dwóch faktów wynika, że wcale nie chodzi tutaj o „pana Tomasza”, ale o „sprawy fundamentalne”. Jeszcze nie tak dawno ówże ORDO IURIS zaangażowany był „po pachy” w sprawy aborcyjne i antyaborcyjne w Polsce. Kiedy tą „batalię” przegrał z kobietami (czarne parasolki) – ima się nowego tematu, który może poróżnić Polaków – głoszenia „prawd biblijnych” w miejscach pracy. Temat jest „czepliwy” – przynajmniej dla niektórych ludzi – można w ten sposób zrobić w Polsce „nową rozpierduchę”, a wybory do Sejmu – tuż…tuż…. NO I O TO IDZIE…..NO I O TO IDZIE…..przykryć stare afery – rozpętać inne i nie na temat !!!! Na temat „ORDO IURIS” w Polsce jest już sporo informacji w Internecie – warto sobie przeczytać, aby wiedzieć o co tu biega i kto miesza w kociołku. Ta niby „organizacja” lub „Instytut” – jak siebie „puszyście” nazywają ma już sporą „hipotekę” i to raczej polityczną a nie „biblijną”. TEŻ WARTO SOBIE O TYM POCZYTAĆ – BO JEST JAK W TYM POWIEDZENIU – ” UBRAŁ SIĘ DIABEŁ W ORNAT I NA MSZĘ OGONEM DZWONI”.
    Nazwa tego „instytutu” – ORDO IURIS” wywodzi się z języka łacińskiego i dosłownie znaczy: „Ład Prawny”, ale nie tak całkiem koniecznie „ład” – bardziej mi pasuje „nieład”. No przeczytaj sobie sam – ORDO = rząd, szereg,, linia, kolejność, lekcja, polecenie, porządek, ranga, rozkaz, stopień (wojskowy), zakon, zlecenie, ład a nawet „order”. I kto takie „cóś” dopuścił do jakiejkolwiek działalności w Polsce – przecież muszą figurować w „rejestrze sądowym” organizacji „społecznych” i partii politycznych. I ostatnia kwestia – kto w Polsce ma prawo tworzyć „kulturę prawną” – czy ORDO IURIS, lub może ci wszyscy, o których wspomina KONSTYTUCJA.

    Polubienie

  2. sobiepansobiepan
    03-07-2019 o 12:43
    No to wytłumacz owcom, słowami „Pata Candela”
    Jeżeli w to wierzysz, to pozwól, że o coś zapytam.
    „Otóż jeśli jesteś chrześcijaninem, to istnieje prawdopodobieństwo, że Biblia jest twoim przewodnikiem moralnym; ale czy cała Biblia, czy tylko jej część…?
    Są nim tylko te dobre fragmenty, prawda? Te fragmenty, które starannie wybrałeś, bo oczywiście gdybyś chciał żyć w społeczeństwie wzorowanym na Księdze Kapłańskiej, gdzie ludzie są kamienowani i okaleczani z obłąkańczych i banalnych powodów, to mógłbyś po prostu przeprowadzić się do Iranu.
    Ale w jaki sposób decydujesz które fragmenty z Biblii są dobre, a które złe?
    Co jest dla ciebie tym przewodnikiem moralnym? Biblia? No cóż, chyba nie?
    Gdyby tak było, to po prostu przyjąłbyś wszystko, co złe i dobre, czego Biblia wyraźnie od ciebie oczekuje, bo gdyby było inaczej, nie zawierałaby niczego złego, prawda? Ale nie, ty tak nie postępujesz: przeciwstawiasz się Biblii; odsiewasz to, co złe i odrzucasz z powodu jego prymitywnego barbarzyństwa.
    Krótko mówiąc, edytujesz Biblię, żeby pasowała do twojej wrażliwości.
    Zatem skąd się bierze ten przewodnik moralny, który stawia twój autorytet przed słowem Biblii? Musi pochodzić z pewniejszego źródła niż Biblia, nieprawdaż?
    Te sprawy tak zazwyczaj się mają i oczywiście tak jest też w tym przypadku – pochodzi on od ciebie. Ty jesteś tym pewniejszym źródłem.
    Przestępcy zawiadujący religią nie chcą, żebyś o tym wiedział czy zgodnie z tym postępował, bo wówczas ich wpływ na ciebie byłby zerowy.
    Jednak dowody są niezbite.
    Oddzieliłeś wszystko co dobre od złego bez pomocy Biblii; zrobiłeś to wbrew woli wyrażonej w Biblii i całkowicie samodzielnie, bo czy tego chcesz, czy nie, masz sumienie, a to znaczy, że jesteś w stanie odróżnić dobro od zła bez pomocy Pisma i nie ma co do tego cienia wątpliwości.
    Czyli w istocie rzeczy Biblia nie jest twoim przewodnikiem moralnym, ty nim jesteś.
    Nie ona jest twoją busolą moralną, ty nią jesteś. I jedyną wiarą, jakiej potrzebujesz jest wiara w siebie.
    O jakiż radosny dzień!”

    Polubienie

  3. ANONIM !!!
    Był bym wdzięczny, gdybyś rozwiną tą „wzniosłą” myśl.Dla ułatwienia podpowiem Ci, że w PRL-u nie było żadnego problemu z gejami. Pewnie działali w „podziemiu” i nawet tam, w wielkiej konspiracji.

    Polubienie

  4. W.I.E.S.I.E.K. !!!
    No to mamy problem, a nawet kilka problemów z tą „biblią” lub „BIBLIĄ”.
    Pierwszy problem – kto jest autorem Biblii – kto ją napisał , kiedy i dla kogo. Wiemy tylko tyle, że „oryginał” napisany był w języku hebrajskim – z tego faktu można wnosić, że Biblia napisana została dla Żydów, ale nadal nie wiemy przez kogo. O chrześcijaństwie – jako religii nie ma w Biblii ani słowa – dopiero w tzw. Nowym Testamencie, który jednak Biblią nie jest.
    Drugi problem to tłumaczenie Biblii z języka hebrajskiego na język grecki – czyli tzw. SEPTUAGINTA. Nie będę tu wyjaśniał skąd się ta nazwa wzięła, bo wystarczy kliknąć do Wikipedii, aby się „naumieć”.
    Trzeci problem to tłumaczenie „Septuaginty” na język łaciński i dla WYŁĄCZNYCH potrzeb notabli i proboszczów Kościoła Watykańskiego – czyli tzw. WULGATA. Ta ostatnia „biblia” przez stulecia objęta była zakazem drukowania (nikt – oprócz Watykanu) oraz zakazem tłumaczenia na inne języki. Za takie „cóś” groziła „Święta Inkwizycja”, wtrącenie do lochu, tortury i zgrabny stos na oczach „wiernych” i „niewiernych”. Przez stulecia nikt nie próbował „dostać się do nieba” w ten właśnie sposób. Nikt tez nie sprawdzał czy owa „WULGATA” została poprawnie przetłumaczona z „SEPTUAGINTY”. Już sama nazwa – „WULGATA” podpowiada, że……” coś tu q..wa nie gra”. Dopiero Marcin Luther w roku 1522 odważył się przetłumaczyć „Biblię” (Wulgatę) na język niemiecki. Pierwsze egzemplarze wydrukowano w 1534 roku i była w ówczesnej Europie a głównie w Watykanie
    „cała kupa hałasu” a nawet „schizma” Marcina Lutra. Od tych czasów – „biblię” przetłumaczono na kilkanaście języków ( a może nawet – kilkadziesiąt ) . Sęk tkwi w tym, że wszystkie te tłumaczenia „ździebko” się różnią między sobą a czasami dość znacznie. Powstaje pytanie – czy „TAKA” biblia jest nadal „święta”, czy raczej „nie bardzo”. Optował bym za tym, że „nie bardzo”. Mam kilka różnych wydań „BIBLII” oraz „biblii” – mocno się od siebie różnią – kiedyś – kilka lat zajmowałem się historią różnych religii a w tym także chrześcijańskiej i katolickiej- to się to czytało, porównywało i dziwiło, że „pismo święte” może być tak „poniewierane” przez kościelnych „uczonych”. Dla „potrzeb” dyskusyjnych najczęściej posługuję się „Biblią” wydana przez „Brytyjskie i Zagraniczne Towarzystwo Biblijne” – wydanie polskie z 1989 roku. Podoba mi się zwłaszcza „archaiczny” styl języka polskiego, którego tam użyto. W ten sposób można sobie przypomnieć wiele „starodawnych” zwrotów językowych – dzisiaj już kompletnie nie używanych. Heja !!!!

    Polubienie

twój komentarz:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.