Pierwsza dama cienko przędzie

CO prawda w przypadku pani Dudowej niektórzy mogą mieć uzasadnione zastrzeżenia do określania jej terminem „pierwsza dama”, ale nie bądźmy małostkowi. To termin zwyczajowo i rutynowo przypisywany żonom prezydentów i nie ma tu znaczenia, czy nam się ona podoba czy nie.  

Fakt, ta akurat „dama” jest wyjątkowo bezjajeczna i dramatycznie bezbarwna, to milcząca marionetka, ale takich właśnie pierwszych dam w historii, nie tylko Polski, było trochę. W tym sensie pani Dudowa nie jest czymś wyjątkowym, niespotykanym i nadzwyczajnym i nawet to się tłumaczy, bo jak się jest żoną Janusza polityki, to sorry, ale wyżej jego jajec się nie podskoczy.

CZY PIERWSZA DAMA POWINNA BYĆ NA PENSJI

Natomiast oddzielnym tematem jest pytanie, czy pierwsza dama powinna mieć płacone za to, że jest pierwszą damą. Moim skromnym zdaniem – jestem wielkoduszny – akurat ta żona tego prezydenta powinna dostać coś, jakieś wynagrodzenie, może nawet w formie odszkodowania, jakiś ekwiwalent, powiedzmy wprost „szkodliwe” za przebywanie w niebezpiecznym dla zdrowia środowisku. Niewykluczone, że to gorsze od górniczej pylicy.

Ale czy napewno? Bo w sumie jednak wygląda na to, że ma ona łatwe i klawe życie.

Nie płaci m. in. za mieszkanie — gaz — prąd — wodę — żarcie — znacząca część garderoby — fryzjerkę i kosmetyczkę/makeupistkę — sprzątaczkę — samochód — paliwo — ubezpieczenia — wycieczki (biuro podróży „Prezydent” ją obsługuje) — kino — może teatr, może coś jeszcze o czym nie wspomniałem a jest istotnym elementem tego serwisu.

Sporo tego, więc nic dziwnego, że pomysł z przyznawaniem jej „pensji pierwszej damy” budzi zrozumiałe opory. No bo niby dlaczego, skoro per saldo jest na hojnym, naszym podatników utrzymaniu?

OK, ale w sumie to ona nie pracuje. Nie ma oczywiście takiego formalnego zakazu, ale dzieje się tak najprawdopodobniej ze względów praktycznych i bezpieczeństwa. Odrzucając uprzedzenia trzeba jasno powiedzieć, że jednak dostaje w plecy. No, bo ciągłość pracy, składki emerytalne i te sprawy.

KONSTRUKTYWNIE COŚ JEDNAK PROPONUJĘ

Więc może cały ten PiS, skoro to akurat sen im z oczu spędza, jakby innych koszmarnych snów nie mieli, jak go parszywy niezwykle los pani damy tak bardzo uwiera, zamiast wymyślać kocopały i bezskutecznie udowadniać, że ta akurat pierwsza dama jest kimś (bo nie jest i nigdy nie będzie) przyjąłby najprostsze i najbardziej moim zdaniem oczywiste rozwiązanie.

Niechaj koszty, które do tej pory ponosił jej pracodawca (w tym przypadku szkoła), czyli pensja, ZUS, ubezpieczenia, niechaj te koszty dokładnie tej samej wysokości i na tych samych zasadach na czas jej „damowania” przejmie kancelaria prezydenta. Ma ona kasy po kokardę, stać ją na to! To rozwiązanie najprostsze, sprawiedliwe i najbardziej oczywiste.

Choć trudno zaprzeczyć, że bywają jakże często inne panie, niewykluczone iż często również damy, które przy mężu i na utrzymaniu męża jakoś wytrzymują, jakoś wiążą koniec z końcem i jakoś nikt ich losem się nie przejmuje i nikt nie sugeruje aby za to właśnie dostawały jakieś specjalne pensje. (R)

Opublikował/a

Tu jest to samo co w gazetach tylko inaczej. Pewne nieistniejące fakty najprawdopodobniej zostały całkowicie zmanipulowane.

4 myśli w temacie “Pierwsza dama cienko przędzie

  1. Wielce Szanowny Jahu !!! Redaktorze Naczelny etc.etc.etc. !!!

    Zgadzam się z Tobą – żadnej darmochy !!! Wyobrażasz sobie co by to było – od razu wszystkie żony, co to są „przy mężu” – wystąpią z roszczeniami, że im też się należy. No jak nie – jak tak ! Przykład , zazwyczaj idzie „z góry”. Starsi ludzie pamiętają jeszcze powiedzenie – „bez pracy, nie ma kołaczy”- to jak ma być „tradycja” – niech będzie. W „ościennych państwach” też się trzymają takich reguł – na przykład „u ruskich” – tam mówią : „nie rabotajesz – nie kuszajesz”- wot co !
    Pani „prezydentowa” jest z wykształcenia „germanistką” – tak zapodają, to niech pracuje „w zawodzie”. Może „panu prezydentowi” tłumaczyć codziennie, co tam o nim wypisują „media niemieckie” i co powiedziała „pani Merkelowa”. Może w Kancelarii szkolić polskich tłumaczy, co to tłumaczą „z niemieckiego – na nasze”), może być tłumaczem podczas spotkań dyplomatycznych „pana prezydenta” z sąsiadami. A co….żadna praca nie hańbi.
    Jeszcze mnie korci, aby „tym Niemcom” przy okazji nadokuczać, bo to oni twierdzą,że kobieta stworzona jest do „3 x K” (Kinder – Kueche – Kirche), ale dam sobie spokój. I tak już jesteśmy ze wszystkimi skłóceni, to po co dolewać oliwy do ognia.

    Polubienie

  2. P.S. – jeszcze tylko dodam – gdyby pani prezydentowa zatrudniła się jako „tłumaczka” własnego męża-prezydenta, to żadne służby nie odważyły by się po tym jej przesłuchiwać – jak to teraz jest „w modzie”.

    Polubienie

  3. Smutny ten dzisiejszy dzień Reve. Nawet Twój tekst który w normalnych warunkach pewnie by mnie bawił jakos mi nie podchodzi. Pozdro

    Polubienie

twój komentarz:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.