Glapiński nie jest sam

PREZES Grupy Azoty Wojciech WARDECKI stworzył superstanowisko dla swojej asystentki. I w ten sposób 34-letnia Agnieszka, Agniesia, Aguś, Agulka…,  parę dni temu przestała być asystentką a została szefową Departamentu Korporacyjnego Zarządzania i Komunikacji w chemicznym gigancie. Podlega jej wiele kluczowych biur.

Pensja: 30 tysięcy złotych z hakiem, co szczerze powiedziawszy na tle zarobków tych dwóch glonojadów od Glapy wydaje się być ochłapem, ale jakże wielu by się pewnie na taką kasę bez zastanowienia rzuciło. Jeśli zaś chodzi o kompetencje, to na razie nikomu poza prezesem nie są one znane.

 

WIELOETAPOWY PROCES REKRUTACJI

Dział pijarowski koncernu twierdzi, że kompetencje acz nieujawnione są, a pani była asystentka, dziś zaś poważna dyrektorka, objęła swoje stanowisko „w wyniku kilkuetapowego procesu rekrutacji”. Pewnie prawda, a ja mniej więcej nawet się domyślam, jak ten „proces rekrutacji” mógł wyglądać. Prezes prowadził go od dłuższego czasu, w różnych zapewne warunkach i okolicznościach, więc nie ma mowy o pomyłce czy przypadkowości.

Kariera z pewnością sympatycznej pani Agnieszki Sorbnickiej-Krasinkiewicz budzi podziw. Bo zaczynała w ZCh Police od stanowiska laborantki. Było to 10 lat temu. I stała tak sobie przy tych kolbach i probówkach przez dobrych pare lat. Aż nadszedł rok 2016. Wtedy prezesem został Wardacki. Od tego czasu Agnieszka i Wojtek są nierozłączni. Co to oznacza? Ano to, że razem podejmują decyzje, razem podróżują limuzyną z jednego końca Polski na drugi a pani asystentka Agnieszka, przepraszam… dyrektorka, wydaje dyspozycje członkom zarządu. Wedle agencji papug wynajętej przez prezesa, „relacje wymienionych osób mają charakter wyłącznie służbowy”, acz wedle świadków, są to relacje niezwykle prywatne, dwuznacznie prywatne nawet.

Prezes Wardecki i jeszcze asystentka Agnieszka (to ta w czerwonym kółku). Po prawicy prezesa Wardeckiego asystentka innego Prezesa

DAMY DWORU CZYLI WIEMY CO DAMY

Przejdźmy teraz do spraw bardziej ogólnych. Otóż biorąc pod uwagę damę Wardeckiego, plus dwie damy do towarzystwa (i pracy, czasem ciężkiej jak sądzę) prezesa Glapińskiego, owe botoksowe anielice topielice z gażami po kilkadziesiąt tysięcy, plus nieokreśloną, bo nie ujawnioną jeszcze ilość podobnych pewnie przypadków dam od jebliwie ciężkiej roboty, jedno nie ulega najmniejszej watpliwości.

W państwie PiS, państwie będącym de facto jego własnością, mamy modę na suto opłacane specjalistki o nieokreślonych kompetencjach, świadczących raczej jasno określone usługi. Takie, powiedzmy damy dworu, zwane dawniej z francuska courtisane.

Pamiętacie takiego nieco zapomnianego już gościa wabiącego się Pięta? On robił wszystko, żeby tylko pańcia do dmuchania i do towarzystwa była zadowolona, kiedy to panicz Pięta do stolicy zajeżdżał i miał potrzeby. Stanowisko w spółce skarbu państwa rozwiązywało, przynajmniej wtedy i przynajmniej chwilowo, problem. Choć dama się zbiesiła i zrobiło się pod górę i pod wiatr, co było nawet śmieszne, biorąc pod uwagę jakiemu świętojebliwemu klockowi to się przytrafiło.

Dlaczego więc pan prezes Wardecki miałby być gorszy? A że wszystko ma swoją cenę? No dobrze, ale przecież ani Wardecki, ani Glapiński, ani ich – zakładam – liczni naśladowcy (o których, raz jeszcze przypominam, ciagle jeszcze nie wiemy), nie płacą za to z własnej kieszeni, więc co za problem! (Był nawet kiedyś taki poseł Solidarnej Polski, od Ziobru znaczy się, co za kurwy z sejmowej kasy płacił. Też raczej świętojebliwy).

APEL

Na koniec analizując sytuację i oceniając faktyczne, najbardziej podstawowe potrzeby nowego establishmentu i kadry menadżerskiej zarządzającej z sukcesami gospodarką narodową, mam gorący apel do premiera Gowina. Nie kto inny jak on, z zapałem przecież reformuje szkolnictwo i naukę, dzieli, rządzi, skreśla i dopisuje, więc może tu istotnie pomóc. Chodzi o to panie premierze, że skoro jest pan na fali i w rozpędzie, i dużo pan może, to może by tak na którejś z uczelni, najlepiej tej dobrze rozumiejącej i pojmującej potrzeby nowych elit i nowej władzy, czym prędzej utworzyć Wydział Obciągania i Szerokiego Rozkroku.

Bo naprawdę warto inwestować w wykształcone kadry, mamy przykłady, że to procentuje i przekłada się lepsze samopoczucie i sukcesy zarządów spółek i być może kierownictw resortów, o czym jak się dowiemy to doniesiemy. (R)

UPDATE

Idą zmiany! W NBP wedle plotek i poufnych informacji, Martynę i Kamilę mają niebawem zastąpić Małgorzata i Esmeralda. Idzie dobra zmiana. Dziewczyny jak wdać w pełni gotowe są do pracy.

 

Opublikował/a

Tu jest to samo co w gazetach tylko inaczej. Pewne nieistniejące fakty najprawdopodobniej zostały całkowicie zmanipulowane.

2 myśli w temacie “Glapiński nie jest sam

  1. Aby człowiek mógł dobrze i wydajnie pracować, musi na odcinku prywatnego szczęścia mieć spokój i zadowolenie. Wtedy i praca idzie lepiej, i zakład to odczuwa. A gdy pożycie nie układa się szczęśliwie – przypuśćmy – to wszystko się odbija zaraz na wszystkim : na planach, na produkcji, na załodze.

    Polubienie

  2. Wielce Szanowny Jahu !!! Redaktorze Naczelny etc.etc.etc. !!!

    Absolutnie zgadzam się z Tobą, że „asystentki” (lub „asystenci”), to jeszcze nie to co prawdziwe kurtyzany – co najwyżej – kandydatki lub kandydaci do tej profesji, która znana jest od czasów niemal starożytnych. Już przecież starożytni Grecy mieli swoje sławne „hetery”. Proceder znacznie się rozwinął w starożytnym Rzymie – początkowo na dworze papieskim, który był ośrodkiem życia kulturalnego i wszelakiego innego, a stamtąd stopniowo trafiał pod arystokratyczne i senatorskie strzechy. We Włoszech nazywane były „cortigane” a nawet „honeste cortigane” – czcigodne dziewki. Tak m.innymi nazywana była sławna papieska „cortigana” – Imperia, co przeczytasz sobie w dziejach papieża Aleksandra VII – Fabio Chigiego. Oj, działo się na tym „dworze papieskim”, ale przez wrodzoną skromność nie będę o tym pisał !!! . Jak ktoś ciekawski – niech sobie sam kliknie do wujka Google. Aby zbyt dużo nie pisać o tych „rozwiązłościach” powiem tylko, że z Włoch – proceder trafił do Francji i tu dopiero zaczęły się prawdziwe „bachanalia”. Wiadomo – Francuzi !!! Madame Pompadour, Hrabina Du Barry i setki innych trafiły do „literatury światowej” – jako godne zawodu reprezentantki tej profesji.Nawet doi wojska trafiły – zwano je tu „militarnie” – markietankami. Rodzima literatura tez opisuje taki przypadek – kto w młodości nie czytał powieści historycznej Wacława Gąsiorowskiego „Huragan” – niech Żałuje. Opisane są tam dzieje sławnej markietanki Joanny ŻUBROWEJ – postaci ponoć autentycznej – nadto – pierwszej w dziejach naszej historii, kobiety odznaczonej „Virtuti Militari”- co też ponoć jest faktem.
    Kudy tam naszym dzisiejszym „asystentkom” – do tamtych. Pazerna malizna w pogoni za mamoną !!!

    Polubienie

Odpowiedz na Sobiepan Sobiepan Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.