POLITYKA

Agencja promocyjna Macierewiczów

Macierewicz to zdolna bestia, szybko się uczy. Przynajmniej pozornie. Po tym jak katolicy zrobili świetnie zorganizowaną i na szeroką skalę zakrojoną akcję promocyjną filmu „Kler”, zupełnie bezpłatną i bezkosztową nota bene, Antoś postanowił nie być gorszym i nauczyć się czegoś na najlepszych przykładach, popłynąć na fali. Jednak czy aby napewno?

Zamysł pana Antoniego – niech bóg i lekarze otaczają go nadal swoją opieką – jest taki, by podpromować książkę, której jest on jedynym bohaterem, choć niekoniecznie pozytywnym. Nadal przecież obowiązuje a nawet świetnie się sprawdza zasada, że nie ważne czy mówią o tobie dobrze czy źle, ważne że w ogóle mówią. Chodzi o jego własną biografię, frapującą opowieść o nim, o jego słabościach, jego urojeniach i jego bliskich rzecz jasna. Opowieść nieautoryzowaną dodajmy, ale to nic dziwnego, bo Macierewicz jak świat światem, niczego jeszcze nie autoryzował. Jak w obiegu funkcjonowały czeki, to miał problem z ich podpisaniem. Jedyny wyjątek wedle plotek zrobił ponoć dla esbecji, ale to inna, nieco bardziej skomplikowana historia, wymagająca gruntownego wyjaśnienia.

W promocję książki Gielewskiej i Dzierżanowskiego Antoni wplątał żonę, przymuszając ją do złożenia pozwu przeciwko wydawnictwu „Znak”, które biografię czas temu jakiś wydało.

Hanna Natora-Macierewicz, czyli owa żona, żąda teraz od wydawnictwa usunięcia jednego z rozdziałów oraz… zadośćuczynienia. Pozew wpłynął już do Sądu Okręgowego w Warszawie. Jak wysokie miałoby być to „zadośćuczynienie”, tego nie wiemy, ale wiemy co mogło Antoniego wkurwić. Chodzi mianowicie o ten rozdział, w którym dość precyzyjnie opisano jego życie rodzinne w okresie PRL, na podstawie podsłuchanych przez SB rozmów małżonków, także ich rodzinnych kłótni z lat 70-tych.

Oczywiście Antoni mógł nie mieć świadomości, że poza protokołem i niezgodnie z pewnymi ustaleniami, podglądają go również i podsłuchują w sypialni, być może mierzą długość fiutka i natężenie orgazmu, ale niewiedza ta w niczym go nie usprawiedliwia i nie sprawia bynajmniej, że materiał literacki jest mniej atrakcyjny.

I tu wietrzę jakiś podstęp, lub skrzętnie zaplanowaną zmyłkę, bo przecież na dobrą sprawę z zakwestionowanego rozdziału nic wielkiego nie wynika. Nic czego byśmy przed publikacją książki nie wiedzieli, albo czego byśmy się nie domyślali. Więc o co kaman?

Wychodzi na to, że ktoś Antosia wpuszcza w maliny. Pomyślcie, gdyby tak się zdarzyło – do kondycji sądów nie mamy już dziś pełnego zaufania – że newralgiczny rozdział należałoby jednak usunąć, no to ni mniej ni więcej książka znika ze sprzedaży. Jest nieosiągalna! Wniosek: trzeba się diabelnie śpieszyć z ewentualnym jej nabyciem, ustawmy się w kolejce do księgarni (kto nie zdąży, chętnie pożyczę własny egzemplarz z autografami autorów). Tak to by mniej więcej zadziałało.

Mamy więc do czynienia z cwaną prowokacją samego wydawnictwa. Ono sobie wykoncepowało, że skoro sprzedaż książki wyraźnie już siadła, a w magazynach troszkę jej jeszcze zalega, to należy czym prędzej zrobić jakąś zaczepną akcję promocyjną, nieszablonową i niestandardową. No i pojechali Klerem, wkręcając w to Macierewiczów. Taką promocję książce robi właśnie pani Hania Natora-Macierewicz, z podpuchy swego starego, który dał się nabrać na szkolny numer pijarowców, niczym dziecko. A niby taki cwaniaczek z niego.

Dla wydawnictwa Znak oczywiście szacun, za szybko i skutecznie wyciągnięte wniosku z nieszablonowej i absolutnie bezpłatnej promocji filmu Smarzowskiego, zainicjowanej i sprawnie przeprowadzonej przez środowiska okołokatolickie. To był naprawdę wielki sukces i uczyć się na takich wzorach a nawet je bezpardonowo kopiować, to nie grzech! Czekam teraz na jakiś ruch ze strony Piątka. R)

3 odpowiedzi »

  1. Wielce Szanowny Jahu !!!! Redaktorze Naczelny etc.etc.etc. !!!
    Na „pisarstwie” o „pisiarstwie” trudno zbić majątek – jaki jest koń, każdy widzi. Pan prezes – ten najważniejszy – tez pisał jakieś „memuary” i co….. i klapa. Książeczka – jak się ukazała – kosztowała gdzieś tam w okolicach 35 zł za egzemplarz. Pan prezes był przy nadziei, że zarobi kawałek grosza. Stopniowo – rok po roku – obniżano cenę. I co ???? I nic – nadal nie ma chętnych. Dzisiaj oferują w księgarniach wysyłkowych, z dostawą do domu – po 9.50 zł i też nic !!! To proste – każdy wie – jak to się zaczęło, ale nikt nie wie – jak to się skończy. A podobno koniec wieńczy dzieło.Może w „zdeformowanym” szkolnictwie da się to „wkręcić” – jako lekturę obowiązkową, to wtedy….hooooo….hoooooo……była by kasa.

  2. P.S. – errata: jest napisane „w zdeformowanym” ma być napisane „w zreformowanym” szkolnictwie.

twój komentarz:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.