OBYCZAJE

Co ma matka Mellera do dziadka Tarczyńskiego

Przekaz posła (niestety) Traczyńskiego do dziennikarza Marcina Mellera:

„Olać to mogę twoją matkę. Za ubeckie tortury, wyrywanie paznokci i zębów, przelaną krew i odwagę należy im się pokłon na kolanach! Za to jak zniszczyli mojego dziadka i moją Mamę, za to jak wymordowali Wyklętych siekierami należy się wam tylko wieczna pogarda. Zadbam o to.”

To wyszukana odpowiedź na wątpliwości Mellera co do sensu polityki historycznej powstałego z kolan państwa polskiego, w tym filaru tej polityki, czyli owych wyklętych, zazwyczaj zwykłych bandytów, którzy swój bandytyzm mniej lub bardziej zgrabnie ubierali w patriotyczne szaty.

Oczywiście kilka razy obiecywałem sobie, że nie będę już pisał o tym wrednym typie, bo typów, zwłaszcza tych spod ciemnej gwiazdy nie powinno się lansować. Czasami trzeba jednak robić wyjątki. Będzie raczej krótko, żeby sobie zbytnio głowy nie zawracać duperelami i naćpanymi nie wiadomo czym chujami z partyjnie chwilowo słuszną legitymacją…

Na wstępie chciałem jednak zaznaczyć, że zupełnie nie rozumiem, co wspólnego z owym wyrywaniem paznokci i z wymachiwaniem siekierą nad głowami wyklętych miała mama Mellera Beata, rocznik 1945. Łatwo sobie policzyć ile miała lat, kiedy wyklęci stali się przeklętymi. Skory do nieustanego powtarzania kłamstw i obrzucania przeciwników błotem Tarczyński najpewniej nawet tego nie sprawdził. To mało inteligentne, no ale brak inteligencji poseł nadrabia zwykłym chamstwem, cechą charakterystyczną dla pisowskiego establishmentu do którego sam się zalicza. W przypadku pana Tarczyńskiego możemy mieć jeszcze do czynienia z pewnymi uwarunkowaniami genetycznymi, ale o tym za moment.

I tu przechodzimy do słynnego już dziadka pana posła, którym to Tarczyński od pewnego czasu nieustannie się afiszuje – także i w tym przypadku – wedle mnie zdecydowanie na wyrost. Sprzedaje bowiem opinii publicznej tylko te fragmenty życiorysu dziadzia, które są dla niego wygodne a dla przodka pozytywne. To powszechnie znana, ale jednak prymitywna metoda.

Otóż wedle rodzinnego mitu, pan dziadek, czyli Józef Albiński, miał więc być komendantem placówki NSZ o pseudonimie „Lis”, który na dodatek był wyjątkowym bohaterem bo – cytuję pana posła – „uratował ponad 120 osób, w tym Żydów”. Skrupulatny niebywale w tych kwestiach Yad Vashem nic jednak na ten temat nie wie, a z ipeenowskiej teczki Albińskiego wynika coś niezupełnie pochlebnego. Znajduje się tam bowiem informacja, że był on członkiem organizacji nacjonalistycznej SN noszącą nazwę „Narodowiec”, oraz brał udział z ramienia tej organizacji w atakowaniu Żydów. Fragment z teczki, notatka z rozmowy ze świadkiem:

„W okresie okupacji Albiński współpracował z Niemcami, należał do organizacji, która współpracowała i pomagała hitlerowcom w ustalaniu, wyszukiwaniu ukrywających się Żydów przed ich zagładą i egzekucją. M.in. widziano go często z policją niemiecką na terenie Bełżyc. Takich jak Albiński w okresie okupacji w Bełżycach było więcej, którzy pomagali, wydawali i donosili hitlerowcom”.

Inny ze świadków w maju 1969 roku zeznawał:

„Albiński według opowiadań Słotwińskiego, przetwórcy wód gazowych, to członek NSZ, był człowiekiem takim, że w czasie okupacji chodził i zbierał kontrybucję od ludzi więcej zamożnych, które to miały być przeznaczone na cele walki z komunizmem w znaczeniu, że to Niemcy robili, a w zasadzie pieniądze te znajdowały się w kieszeni Albińskiego, jak również i pieniądze zdobyte po zabiciu Żydów”.

Informacja o tym, że Albiński mógł być zamieszany w wydawanie i zabijanie Żydów, pojawia się też w relacjach kilku innych osób, ale dodajmy sprawiedliwie, że nie ma na to żadnych przekonywujących dowodów, a oskarżenia opierają się jedynie na zasłyszanych historiach i domniemaniach, lub zeznaniach osób chcących być może samemu się wybielić. No, ale jednak coś tam w trawie piszczy i coś śmierdzi, więc na miejscu Tarczyńskiego ciszej bym się pochylał nad trumną dziadka.

Z dokumentów nie wynika również, by Albiński (urodzony 02.03.1918 roku w Bełżycach, wykształcenie: niepełne podstawowe, zawód szewc) był jakoś szczególnie aktywny w podziemiu. Ot, jeszcze w czasie wojny został faktycznie mianowany komendantem NSZ w Bełżycach, ale potem przeszedł do AK, a po wyzwoleniu do WiN. Po lasach wtedy – „ze względu na słaby stan zdrowia” – to już raczej się nie szwendał, acz bezpieka wzięła go na muszkę za przeszłość i „aktualną postawę polityczno-społeczną”. Zdarzało się bowiem, że:

„w określonych sytuacjach w swoich wypowiedziach i prowadzonych dyskusjach podważa posunięcia Partii i Rządu PRL tak w polityce wewnętrznej jak i zewnętrznej, siejąc wśród społeczeństwa powiatu ferment, zaniepokojenie, obawy rokując zmiany polityczno-społeczne w Polsce, wykazuje niezadowolenie, wrogość do obecnej rzeczywistości”.

Owszem, był skazany, ale nie może być do powód do chwały ani budowania na tym chełpliwej, kombatanckiej przeszłości. Skazano go bowiem na rok więzienia w zawieszeniu na 3 lata, za spowodowanie wypadku komunikacyjnego, w którym ucierpiał nieletni chłopiec. Trafił on do szpitala z uszkodzonym kręgosłupem. Kolejny wypadek spowodował wyjeżdżając z garażu. Wjechał wówczas w małżeństwo jadące na motocyklu. Były też bodaj jeszcze dwa inne wypadki, ale „osoby pokrzywdzone od Albińskiego otrzymały wysokie honoraria po to, aby tylko nie meldowali do MO”.

Nie na co międlić dalej tej dętej do kwadratu sprawy, bo wiele wskazuje na to, że to wszystko tandetna i prymitywny marketing a z dziadka posła taki był wyklęty jak z koziej dupy trąba a z Jarosława bohater stanu wojennego. Zadbaj Traczyński o to, dopracuj ten „życiorys”, dopieść historię, bo na razie ta „wyklętość” nadzwyczaj cienko i nieprzekonywająco wygląda.

W teczce Albińskiego można też przeczytać, że to:

„figurant, w czasie kampanii wyborczej jak i w czasie wyborów zajął postawę obywatela lojalnego wobec polityki PRL, brał udział w głosowaniu, a nawet innych przekonywał o obowiązku wzięcia udziału w głosowaniu”. (…) Figurant, jest pochłonięty sprawami materialnymi, ma wielkie zmartwienie z powodu wysokiego opodatkowania. (…) oprócz rozpoznania i spowodowania opodatkowania nie udowodniono wrogiej politycznej działalności figuranta. Wymieniony zerwał z przeszłością, nie angażuje się do wrogiej działalności, przyjmuje postawę lojalną”.

I opinia już zupełnie na koniec, że pan dziadzio to „człowiek hołdujący przeszłości, wielki klerykał o poglądach kołtuńsko-dorobkiewiczowskich posiadający duży majątek, jest niezadowolony z zachodzących przemian”. Kilka słów, które wiele, jeśli nie wszystko tłumaczą, zwłaszcza zaś zachowanie Tarczyńskiego, utrzymanka kobiety, żyjącego z nią na kocią łapę chama i mitomana. Kołtuńsko moi drodzy po prostu bierze się z genów.

4 odpowiedzi »

  1. ” młody Meller nadstawiał plecy pod pały ZOMO jako działacz NSZ.” – czy tu nie powinno być NZS ?

twój komentarz:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.