Po trupach niezmiennie do celu

Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że w Jastrzębiu zdarzył się dramat. Nie ma on jeszcze swego końca, bo w chwili kiedy piszę te słowa, trwają ciagle poszukiwania zaginionych górników. Ale dramat dramatem, a lans lansem.

W zasadzie to nie mam pretensji, że Morawiecki pojechał do tego Jastrzębia. Choć z drugiej strony się zastanawiam po kiego on tam? Coś pomógł w poszukiwaniach, popisał się jakaś cenną radą, czy może tylko z troską pokiwał głową i wygłosił kilka pełnych frazesów zdań. Tak jak tylko on to potrafi.

Ogrzał się w świetle kamer? Nie inaczej, bo kamer najechało się sporo, więc było przed czym paradować. A najdłużej paradowała jego świta. Ludzie, pod tę kopalnię to na oko podjechało przynajmniej 10-12 samochodów! I wysypała się z ich wnętrza całkiem pokaźna kompania ludzi, jeśli nie więcej. Czy naprawdę wszyscy oni byli tam potrzebni, cała ta zgraja 20 ochroniarzy, dziesięciu asystentów i chuj wie kogo jeszcze? Oni przyjechali wszyscy pomóc, czy wywołać mega zamieszanie i paraliż ruchu w promieniu przynajmniej dwóch kilometrów? Ci na kopalni mieli mało zmartwień, że potrzebne im było aż to nowe z Warszawy? A w ogóle co z tej wizyty wynikało? Pan premier coś obiecał? Nie wierzcie mu, on obiecuje wszystko wszystkim, równie sprawnie jak poprzedniczka Szydło. Jeśli już chciał tam być, choć przez moment być autentycznym, to zamiast tej kawalkady furmanek (cud, że czołgu nie wzięli) podjechał by dyskretnie jednym samochodem, cicho i najlepiej bocznym wejściem, żeby nie robić zbędnego zamieszania i wzbudzać niepotrzebnej sensacji. Ale nie, nie o to chodziło, miał być lans na maksa, więc i był.

A dzień póżniej w ślady Matołusza idzie ten drugi koleś, ten spec od konstytucji. I jedyne co ma do powiedzenia to to, że modli się za tych co na dole i wierzy, że „będzie opieka opatrzności nad nimi”. Zaprawdę na całość poszedł a tłum przed bramą był pewnie przeszczęśliwy. A na dodatek znów długaśna na kilometr kolumna drogich samochodów, zaś szefostwo kopalni zamiast martwić się co dalej z ludźmi i jak im pomoc, martwi się przede wszystkim jak godnie przyjąć godnych gości, bo nie daj boże poczują się niedocenieni i niedowartościowani, zlani i zlekceważeni i to dopiero będzie prawdziwy kłopot.

Niestety jestem też rozczarowany z innego powodu, bo jak na razie do Zofiówki nie dojechali: marszałek sejmu Kuchciński, marszałek senatu Karczewski, rzeczniczka PiS Mazurek, profesor Pawłowicz (ona zawsze dobrą radą służy i celnie ocenia sytuację i diagnozuje przyczyny) i „wnuczek wyklęty” Jenot Tarczyński, bo to impreza wypisz wymaluj dla niego. No i oczywiście prezes Kaczyński jakoś nie dopisał, ale rozumiem, że nie musiał, bo tych dwóch wspomnianych wcześniej to jego umyślni byli. Ech, po trupach, niezmiennie do celu. (r)

Opublikował/a

Niektóre opisywane tu wydarzenia mogą być wytworem mojej fantazji a nieistniejące fakty najprawdopodobniej zostały całkowicie zmanipulowane. Jakiekolwiek podobieństwo do osób powszechnie znanych i nieszanowanych jest jednak jak najbardziej zamierzone i nieprzypadkowe.

twój komentarz:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.