A on jednak zdjął jarmułkę i podpisał!

Zgodnie z życzeniem narodowców, nazioli i poppatriotów, prezydent zdjął jarmułkę z głowy! Podpisał! Zresztą nie śmiał by inaczej, bo nie miał wyjścia. Decyzje z Nowogrodzkiej były bowiem jasno sprecyzowane, wytyczne nie budziły watpliwości. 

◊◊

To do mnie należy ostatnie słowo” – próbował żartować Duda, sugerując jakoby Konstytucja tak stanowi. Stanowi a i owszem, tylko kto w tym nadętym godnością kraju przejmuje się dziś Konstytucją? W zasadzie to nikt nie musi cokolwiek dawać prezydentowi do podpisu. Udajemy, że jest Konstytucja, udajemy że jest prezydent, udajemy że ma coś do powiedzenia. Tak jak wczoraj on udawał. Na dłuższą metę to szkoda czasu i zachodu. Niech Duda da upoważnienie Kaczorowi i ten sam będzie podpisywał.

No dobrze a co z tym Trybunałem? Z tym odesłaniem?

Podpisałem, mówi prezydent, ale jednocześnie kieruję sprawę do – tu głośny śmiech proszę – Trybunału, aby on orzekł, czy wszystko jest OK, a w zasadzie co jest nie OK. Zastanawiam się czy to taka ekstrawagancja w granicach dopuszczalnej przez Centralę normy, czy wynegocjowany gest a tym samym ukłon w stronę żony, która dupę mu pewnie w tej kwestii truła.

Teraz Trybunał (znów głośny śmiech proszę) poczeka na werdykt, bo werdykt powstanie co oczywiste nie na Szucha, tylko na Nowogrodzkiej. Zgodnie z tym werdyktem zaleci się wprowadzenie poprawek, tak by wszystko lub prawie wszystko było po myśli Izraela i żeby ich udobruchać.

Ale odbędzie się to już w kompletnej ciszy, bez szumu, bez nagłaśniania i w tajemnicy, by suwerena nie daj boże nie drażnić i nie wkurwiać. Trzeba ukryć przed nim, że mimo wszystko jednak, mimo buńczucznego potrząsania zardzewiałą szabelka, padliśmy na te kolana i to przed Żydami, wbrew zapewnieniom, że powstaliśmy. Tak te misie kombinują to załatwić, licząc że w międzyczasie sprawa na tyle przyschnie, że pies z kulawą nogą się nią nie zainteresuje. []

Idźmy dalej…

Z długiego, pedagogicznie nachalnego i średnio wyrafinowanego przemówienia prezydenta wyłowiłem jeden ciekawy fragment. Mówił on oto:

„Najbardziej udokumentowanym i najbardziej znanym przypadkiem, kiedy karano śmiercią za pomoc Żydom, była śmierć rodziny Ulmów, gdzie Ulmowie razem ze swoimi dziećmi zostali zamordowani za to właśnie, że ukrywali swoich żydowskich sąsiadów”

Niestety, prezydent nie dodał, a w zasadzie to chyba celowo przemilczał, kto tych Ulmów wydał. Wydał ich zaś granatowy policjant Włodzimierz Leś, który wcześniej sam ukrywał Żydów, tylko po to by ich okradać i na nich zarobić. W składzie ekipy morujących było też prawdopodobnie czterech innych Polaków granatowych policjantów, którzy już po wszystkim razem z Lesiem urządzili tęgą popijawę w domu zamordowanych. Potem ich dobytek załadowali na furmanki i odjechali.

Są historycy którzy uważają, że tuż po zamordowaniu Ulmów, w okolicach Markowej doszło do kolejnych morderstw. Mówi się o ciałach przynajmniej 24 ukrywanych się do tej pory Żydów. Zamordowali ich Polacy, tak „na wszelki wypadek”, przerażeni tym co stało się z Ulmami. Prezydent tego szczegółu nie dodał, bo być może przemówienie byłoby za długie.

Jeśli przyjąć, że holocaust to nie tylko to – jak niektórzy błędnie zakładają – co stało się w Oświęcimiu i innych niemieckich obozach śmierci, no to trudno zaprzeczyć, że Polacy byli elementem holocaustowej machiny.

W Markowej byli to granatowi policjanci, gdzieś tam znowu szmalcownicy, lub nierzadko zwykli, przestraszeni ludzie. Wpierw ukrywali Żydów, czasem z dobrego serca, czasem dla zysku, ale potem ich zabijali, albo z obawy los rodzin, albo z zemsty. To są przykre sprawy, bulwersujące i niewygodne, ale na boga nie można udawać, że tak nie było, zasłaniając się jeszcze na dodatek karnymi paragrafami.

No i jeszcze mocna i ryzykowna teza, że „nie było kolaboracji instytucjonalnej”. Nie ma tu pełnej zgody historyków, historycy się o to sprzeczają.

Bo przecież granatowy policjant Leś i całe chmary jego kolegów, mających spore zasługi w „gonieniu Żyda”, to była przecież instytucja. To polska policja komunalna, złożona z Polaków i finansowana przez polskie samorządy. Tak, zgoda, szczątkowe raczej struktury samorządowe, pozostające pod nadzorem niemieckiej administracji cywilnej, podporządkowana lokalnym komendantom niemieckiej policji porządkowej, ale jednak polskie. To nie byli Marsjanie! Więc mimo wszystko i na wszelki wypadek ostrożniej powinno się szafować tym brakiem „kolaboracji instytucjonalnej”, bo to rzecz i zjawisko szalenie umowne, a punkt widzenia zależy od puntu siedzenia.

W całym tym przydługim moim dzisiejszym wywodzie, wcale nie chodzi o kontynuację słynnej już „pedagogiki wstydu”, tylko o zwykłą pedagogikę faktów! A w ogóle, to tak się tylko przypierdalam.

Opublikował/a

Niektóre opisywane tu wydarzenia mogą być wytworem mojej fantazji a nieistniejące fakty najprawdopodobniej zostały całkowicie zmanipulowane. Jakiekolwiek podobieństwo do osób powszechnie znanych i nieszanowanych jest jednak jak najbardziej zamierzone i nieprzypadkowe.

Jedna myśl w temacie “A on jednak zdjął jarmułkę i podpisał!

  1. Co do kolaboracji ” instytucjonalnej”, to jestem w posiadaniu pisma z 1940 roku w którym starosta warszawski(tak!), a nie żaden Niemiec czy nazista, komunikuje mojemu dziadkowi, że jego nieruchomość, jako żydowska, przechodzi na wlasność m. Warszawa, co prawda na mocy takiego a takiego rozporządzenia władz Generalnego Gubernatorstwa, ale czym to jest jak nie kolaboracją z okupantem?

twój komentarz:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.